poniedziałek, 11 lipca 2011

Moje niebo.


Moje niebo.

Zaprosiłeś mnie, Panie, do Swojego nieba.

Kiedy głos Twój usłyszałam jeszcze bałam się:

Ciebie, świata ludzi, świata stworzeń, świata zdarzeń,

bezsennych nocy i... że ktoś mnie o coś zapyta.

Zaprosiłeś mnie, Panie, do Swojego nieba.

Bardzo długo nie mogłam w to uwierzyć,

bo – dlaczego właśnie mnie? Taką byle jaką,

ani dobrą, ani zdolną, ani ładną – taką – żadną.

Zaprosiłeś mnie, Panie, do Swojego nieba.

Widocznie odrobiłam Twoje ziemskie lekcje,

widocznie przetopiłeś mnie w życiowym tyglu

i na dnie mojej duszy – coś – zobaczyłeś.

Zaprosiłeś mnie, Panie, do Swojego nieba.

To Ty, Panie, powiedziałeś: „Przyjdź,

jesteś moja, bo to Ja ciebie stworzyłem”.

Więc idę, jeszcze się potykam, ale wstaję.

Zaprosiłeś mnie, Panie, do Swojego nieba.

Moje imię Eliszeba – Dom Boga, wierzę już,

że to Ty na mnie czekasz przy obfitym stole

zastawionym Świętym Chlebem Twojej Miłości.

Brak komentarzy: