sobota, 2 stycznia 2010

Naucz mnie miłości Twojej, Panie.



Jakie to trudne kochać tych, którzy nas krzywdzą, nie doceniają naszych starań,
nie dziękują, uważają, że wszystko im się należy, jakby nas nie było..
A może nas nie ma...A może nas nie ma... A może nas nie ma...
A może nas nie ma... A może nas nie ma...A może nas nie ma?
Może nasze ciało się porusza, ale dusza jest już daleko, w przestrzeni, w wieczności.
"Nie budźcie mnie, bo nie przyszedł jeszcze do mnie mój Ukochany."
Tak im powiem. Nie zrozumieją, wyszydzą.
Oni powiedzą:
" Masz wszystko, ciesz się uciechami, bierz garściami, życie ci ucieka...
O co ci właściwie chodzi?"... Moje rozdarcie narasta i przeraża mnie.

Kiedy przyszedł taki czas refleksji, kilka lat temu, mój świat runął i zostały zgliszcza,
wtedy Twój Duch ożywił moje zeschnięte kości i narodziłam się na nowo,
poczułam Twoją obecność, usłyszałam Słowo z Twojej Księgi, zobaczyłam inny świat.
Kocham Twój świat, Panie, ale kiedy wystawiasz mnie na próbę, trzymaj mnie mocno,
bo powstałam z prochu, jestem krucha i słaba, płaczę, kiedy nie czuję, że trzymasz moją rękę.
Tak wiele dostaję od Ciebie, Panie, składam Ci moje dziękczynienie.
Jeszcze tylko daj mi miłość, naucz mnie kochać tych, którzy zapominają, odrzucają, wyśmiewają.

Matko Boga-Człowieka, co powiedziałabyś czarnej matce głodnego, czarnego dziecka?
Dziecka, które nie może ssać piersi, bo pokarm już dawno wysechł i nie ma znikąd ratunku?
Czy ona wie o tym, że nasze dzieci w większości są syte, że nasze stoły uginają się od pokarmów?
Czy ona może zrozumieć co to znaczy "miłość bliźniego" w wydaniu świata białych?
A Słowo nie kłamie: "Głodnych nakarmić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć".
Siostry i bracia, którzy odpowiedzieliście na Słowo, dziękuję, że jesteście.
"Niech ludzie wiedzą, żeście Moi" - mówi Pan.

Brak komentarzy: