„Bo
góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać…”
Układała się już do snu, gdy przypomniała
sobie, że jutro ma spotkanie ze swoim prawnikiem. Zdenerwowała się, bo nie
przygotowała dla niego dokumentów, o które ją prosił. Zaczęła się zastanawiać,
czy nie przełożyć jutrzejszego spotkania, bo inaczej musiałaby teraz zacząć ich
szukać. Zabrałoby jej to co najmniej dwie godziny, a przypuszczalnie później
miałaby kłopoty z zaśnięciem. Otuliła się kołdrą i włączyła cichutko
relaksacyjną muzykę, przy której zwykle zasypiała. Ale sen nie chciał nadejść.
Zaczęły kłębić się w jej głowie wspomnienia różnych scen z przeszłości.
Niektóre były przyjemne, ale niektóre stresujące. Odganiała je, ale powracały i
męczyły.
Decyzję o wznowieniu sprawy spadkowej po
jej adopcyjnych rodzicach podjęła już dość dawno, ale ciągle coś jej
przeszkadzało, aby umówić się z prawnikiem. Prawdę mówiąc, to bała się
spotkania na rozprawie swojego przybranego brata Janka. Znała go dobrze z jego
kłamstw i oszustw. Była święcie przekonana, że testament został przez niego
sfałszowany. Nienawidziła Janka, był dla niej przykładem perfidnego łobuza
wykorzystującego dobroć i miłość rodziców. Był hołubiony i na wszystko mu
pozwalano. A mimo to był zazdrosny o ich miłość do niej. Na każdym kroku ją przedrzeźniał,
podstawiał nogę, ciągnął za włosy, nazywał ją Kryśka-Fiśka. Nie skarżyła się
rodzicom, bo sądziła, że i tak nie uwierzą. Dopiero, gdy którejś nocy zakradł
się do jej łóżka i próbował zgwałcić, powiedziała o tym matce. Była zaskoczona
jej reakcją. Matka powiedziała, że z nim porozmawia, ale nie okazywała
oburzenia, czy współczucia dla niej. Tak, jakby cała ta sprawa zbytnio jej nie
obeszła. A przecież ona miała wtedy szesnaście lat, a on był dwa lata starszy.
Dopiero po kilku latach dowiedziała się, że rozmowa matki z Jankiem była
stanowcza, a sankcje bardzo dotkliwe. Po roku Janek wyprowadził się z domu, podał
adres rodzicom, ale oni mało go odwiedzali.
W mieście, gdzie mieszkali było wiele
uczelni, wybrała Uniwersytet i obroniła dyplom na Wydziale Ekonomicznym. Bardzo
szybko dostała dobrze płatną pracę i wynajęła mieszkanie.
Gdy jej adopcyjni rodzice zaczęli
niedomagać, nie tylko z racji wieku, ale też wielu chorób, być może długo
nieleczonych, Janek zaciągnął się do wojska i wysłano go na misje ONZ do
Afganistanu. Nikt nie rozumiał tej decyzji, a jego wyjazd jeszcze bardziej
pogłębił złe samopoczucie, szczególnie matki, oboje zresztą stracili chęć
życia. Opiekowała się nimi najlepiej jak potrafiła. Niestety, choroby
postępowały i w końcu zdecydowali, że
chcą zostać oddani do domu opieki. Ona nie miała, oczywiście, adresu Janka
przebywającego w Afganistanie, ale napisała list i wysłała do dowództwa w
Polsce. Prosiła w liście, żeby wziął urlop i pomógł jej znaleźć odpowiednią
opiekę dla rodziców. Ale nie dostała odpowiedzi.
Jakoś z trudem udało jej się znaleźć dwa
miejsca w tym samym domu opieki, aby staruszkowie mogli nawzajem się wspierać.
Ale coś się w nich odmieniło. Tak, jak kiedyś byli dla niej bardzo serdeczni,
tak teraz odczuwała chłód, a nawet niechęć. Domyślała się, że obciążali ją winą
za decyzję Janka, ale nie rozmawiali o tym. Ojciec poprosił ją tylko, żeby
przeprowadziła się z powrotem do ich domu. Ten właśnie fakt utwierdził ją w
przekonaniu, że nie mogła zostać pominięta w ich testamencie.
Pierwszy odszedł ojciec, a kilka miesięcy
później matka. Wysyłała do Janka wiadomość o ich śmierci, jednak listy
pozostały bez odpowiedzi. Również na telegramy z domu opieki nie zareagował.
Otwarcie testamentu odbyło się także bez jego obecności. Gdy notariusz w
obecności dyrekcji domu opieki odczytał go była niemile zaskoczona, gdyż cała
ich nieruchomość, dom z ogrodem i działka nad jeziorem, zostały zapisane
Jankowi, a jej pozostawiono skromny zachowek i biżuterię po matce. Wiedziała,
że dom jest dość stary, że wymaga kapitalnego remontu, ale czuła sentyment do
tego miejsca. Bardzo chciała wyremontować go i zamieszkać w nim na stałe.
Prawnik wyraził zgodę na przełożenie
terminu spotkania. Zdążyła zatem odnaleźć dokumenty dotyczące własności
rodziców, jak też orzeczenie sądu o jej adopcji. Mecenas przyjął dokumenty i
obiecał, że dość szybko sformułuję wniosek do sądu. Pod koniec rozmowy
powiedział:
- Pani Krystyno.
Zabawiłem się w detektywa i odnalazłem pani przyrodniego brata. Radziłbym pani
odwiedzić go zanim złożymy wniosek do sądu – i podał jej zapisany na kartce
adres, pod którym przebywał Janek.
Podziękowała i schowała
do torebki. Na odchodnym zapytała: - To kiedy się znowu spotkamy? –
- Jak tylko wróci pani od
brata. Proszę do mnie zadzwonić, że jest pani gotowa. –
Kartkę z adresem wyjęła
dopiero w domu. Miejsce pobytu Janka wprawiło ją w osłupienie. Przeczytała na
głos, jakby nie dowierzała: - Ośrodek Rehabilitacyjny dla Inwalidów Wojennych.
–
Podany był również numer
kontaktowy, więc od razu wystukała numer, chciała się upewnić, że to nie
pomyłka. Sympatyczny męski głos odpowiedział jej, że nie podają informacji
przez telefon, trzeba przyjechać osobiście. Była zdenerwowana i odpowiedziała
coś niezbyt grzecznie.
Wzięła kilka dni
bezpłatnego urlopu, bo przysługujący jej już wcześniej wykorzystała i ruszyła w
podróż. Przy bramie ośrodka stali dwaj wartownicy i długo musiała im tłumaczyć,
dlaczego nie dostała zaproszenia do odwiedzin od brata, tylko wybrała się na
własną rękę. W końcu wydano jej przepustkę i otwarto bramę. Jeden z wartowników
podał jej numer bloku i pokoju, w którym przebywał Janek. Była bardzo
podekscytowana i zastanawiała się, jak ma go przywitać. Wcześniej chciała
uniknąć spotkania Janka w sądzie, a
teraz stoi przed drzwiami jego pokoju nie wiedząc w jakim on jest stanie.
Zapukała, ale nikt się nie odezwał, zapukała drugi raz i gdy dalej nie
usłyszała zaproszenia nacisnęła klamkę i cicho uchyliła drzwi. Janek siedział w
fotelu i coś czytał. Był do połowy okryty kocem, a przy fotelu stał wózek
inwalidzki. Nie patrząc na nią odezwał się:
- Dziękuję pani
Agnieszko. Proszę postawić na stole. Zjem później. –
Dopiero po chwili
zorientował się, że to nie obsługa i obejrzał w kierunku drzwi.
- Hej. I kogo my tu mamy
– moja ukochana siostrzyczka mnie odnalazła. Witam cię, rozgość się, proszę. I
co cię do mnie sprowadza? Pewnie jakieś interesy, bo przecież chyba nie
siostrzana miłość? –
Nie bardzo wiedziała, co
ma odpowiedzieć, bo przecież miał rację, przyjechała załatwić sprawę spadku.
- Przepraszam, że nie
szukałam cię wcześniej. Pisałam do ciebie, ale nie dawałeś znaku życia. W końcu
za sprawą nieomal detektywa odnalazłam cię. Nie wiedziałam, że byłeś ranny.
Ukrywałeś się przede mną, a wcześniej też przed rodzicami. Nie raczyłeś być
nawet na ich pogrzebach. –
- No, to gorzko
powiedziane. Kiedy oni umierali, ja również byłem na krawędzi życia. Kiedy nas
zbierali spod gazika, który wjechał na minę, w meldunku podali, że jestem
martwy. Dopiero, gdy dotarliśmy do szpitala polowego lekarz stwierdził, że tli
się jeszcze we mnie życie. Nie muszę się przed tobą tłumaczyć, ale skoro
zadałaś sobie tyle trudu i tu przyjechałaś… -
- Przepraszam cię Janku.
Jak łatwo jest niesłusznie kogoś oskarżyć. Czy możesz mi wybaczyć? Może miałam
do ciebie kiedyś dużo złości, ale to już przeszłość. Bardzo chciałabym, abyśmy
byli dla siebie siostrą i bratem. Wiesz, że nie mam teraz nikogo bliskiego po
śmierci rodziców. –
- No, ja też nie byłem ci
dłużny. Tylko ty chowałaś swoje emocje, a ja wyżywałem się na tobie. Myślę, że
byłem zazdrosny o miłość rodziców, o to, że traktowali cię jak swoją rodzoną
córkę. Ja też mam za co przepraszać. Ale nie chcę twojej siostrzanej bliskości,
twojego współczucia, czy litości. Mam tutaj dobre warunki, dbają o nas,
inwalidów, aż z przesadą. Zapewniają nie tylko mieszkanie i wyżywienie, ale
mamy wiele atrakcyjnych rozrywek, jak kino, czy teatr, spotykamy się z ciekawymi ludźmi, mam tutaj
przyjaciół. –
- Janku, a czy pozwolisz
mi mieszkać w domu rodziców? Odremontowała bym go i zadbała o ogród. A ty zawsze
będziesz mógł tam wrócić, czy przyjechać na pewien czas. Zaopiekowała bym się
tobą lub zapewniła pomoc kompetentnej osoby. Jeżeli już zakopaliśmy topór
wojenny, może spróbujmy myśleć o sobie nawzajem z życzliwością. Co ty na to? –
Janek zaczął się głośno
śmiać:
- To już teraz wiem,
czemu mnie odwiedziłaś. Chciałaś załatwić sobie wygodne lokum z ogródkiem. A
mieszkaj sobie i daj mi święty spokój. –
Krystynę zamurowało i
dłuższą chwilę milczała. Nie mogła zaprzeczyć, co było celem jej podróży, ale w
sytuacji kalectwa Janka sprawa spadku przedstawiała się w zupełnie innej
perspektywie.
- Tak, Janku. Nie mogę
zaprzeczyć, że głównym problemem, o którym chciałam z tobą rozmawiać to była
sprawa spadku po rodzicach. Nie chciało mi się wierzyć, że wszystkie
nieruchomości zapisali tobie, a ja dostanę jakieś ochłapy. –
- Ochłapy? Pewnie nie
wiesz, że cała biżuteria mamy, którą miała od swoich babek i prababek, jest
warta dwa razy więcej niż ten stary dom i działka nad jeziorem. To ja mogę czuć
się pokrzywdzony. –
- Przepraszam cię Janku,
ale niedługo mam pociąg i muszę jeszcze coś zjeść, bo jestem bardzo głodna. –
- Możesz zjeść mój obiad,
stoi na stole. Ja zupełnie nie mam apetytu. Bardzo proszę – odpowiedział Janek.
Karmią nas bardzo smacznie i do sytości. Gdybym wszystko zjadał ważyłbym już
pewnie ze sto kilogramów. A jak widzisz, mało się ruszam – uśmiechnął się.
- Naprawdę mogę zjeść
twój obiad? Dzięki. Nic nie jadłam od wczorajszej kolacji. Denerwowałam się, że
nie będziesz chciał widzieć się ze mną –
powiedziała cichym głosem. –
Janek zaczął próbować
przemieścić się na wózek, ale szło mu to niezbyt zgrabnie. Krysia podbiegła,
uniosła go i pomogła usiąść w wózku. Odkrył się przy tej czynności koc i
zobaczyła, że jedna jego noga jest amputowana poniżej kolana. Wzruszyła się,
ale nie dała tego po sobie poznać, aby go nie speszyć. On w tym momencie zaczął
się śmiać:
- Jak myślisz, odrośnie
mi, czy nie odrośnie? Nie bądź skrępowana, ja już jestem pogodzony i nawet
wierzę, że stanę na nogi. Zobacz, tam stoi proteza. –
Rzeczywiście, pod ścianą,
w specjalnym stojaku, stała błyszcząca
nowością brakująca część nogi.
- Już możesz ją zakładać?
– spytała.
- No, właśnie się tego
uczę. Jeszcze moja blizna jest zbyt świeża, ale z czasem, podobno będę nawet mógł
biegać – znowu z uśmiechem odpowiedział Janek i mówił dalej:
- Chodzę na długie rozmowy z psychologiem i
bardzo mi to pomaga. Staję się pomału innym człowiekiem. Na ciebie też już
inaczej patrzę. Może się jeszcze kiedyś spotkamy, to opowiem ci, dlaczego tak
cię dręczyłem. Ale do takich wyznań muszę się przygotować na zajęciach
terapeutycznych, bo znowu mogę coś schrzanić. O której masz pociąg? Chętnie cię
odprowadzę, ale niezbyt daleko, bo nie jestem jeszcze wprawiony w poruszaniu
się na wózku. Krysiu, przyjedziesz jeszcze do mnie? –
- Tak, tak, oczywiście,
przyjadę. Będę miała trochę wolnego za nadgodziny to wpadnę do ciebie. Czy
pozwolisz, że cię przytulę, Janku? –
- Z przyjemnością moja
siostrzyczko. Z przyjemnością. –
Miała jeszcze trochę czasu do odjazdu, ale
zrozumiała, że Janek był zmęczony i pewnie chciał odpocząć. Nie miała ochoty
chodzić po nieznanym mieście, a tym bardziej przesiadywać w poczekalni dworca.
Przypomniała sobie, że ktoś kiedyś opowiadał jej o pięknym, barokowym kościele położonym
w pobliżu budynku Dworca Głównego. Zapytała pierwszą napotkaną osobę i wskazała
jej kierunek, w który ma się udać. Rzeczywiście, kościół był przepiękny. Bogato
rzeźbione filary i stele były pokryte złoceniami, które we wpadającym przez
wysmukłe okna słońcu błyszczały, a nawet oślepiały wzrok. Była zdziwiona, że w
kościele jest tak wielu ludzi siedzących w ławkach i jakby na coś oczekujących.
A przecież nie była to pora na odprawianie Mszy. Po kilkuminutowym oczekiwaniu
głośnym dźwiękiem zabrzmiały organy i poznała, że organista wykonuje jeden z
koncertów brandenburskich Bacha. Ucieszyła się bardzo, bo dawno nie była na
żadnym koncercie. Znane jej dźwięki wybrzmiewały i odbijały się od sklepienia
kościoła. Siedziała i słuchała, jak zaczarowana. Niedaleko niej zapaliło się
boczne światełko, skręciła głowę i zobaczyła, że światło pada z konfesjonału.
Pomyślała:
- A może skorzystać z
takiej okazji i się wyspowiadać? –
Sprawdziła ile ma jeszcze
czasu do odjazdu pociągu i stanowczym krokiem podeszła do kratek konfesjonału.
Spowiadał starszy, zupełnie siwy ksiądz o łagodnym, miłym dla ucha głosie.
Brzmiały jeszcze dźwięki organów i nie była pewna, czy ksiądz dobrze słyszy co
do niego mówi. Nawet zapytała go o to. A on swoim miłym głosem odpowiedział:
- Dziecko, ja mogę nie
słyszeć, ale Jezus na pewno cię słyszy. Mów tak, jakbyś mówiła do Niego. –
Po tych słowach
rozpłakała się i zaczęła opowiadać o swoim dzieciństwie, tak trudnym
szczególnie dla małego dziecka, o nowej rodzinie, która przyjęła ją całym
sercem i w końcu o jej złości i nienawiści do brata, który ją prześladował.
Wypowiedziała wszystkie swoje bóle i czekała na pouczenie księdza. A on
powiedział:
- Niedaleko jesteś
dziecko od Królestwa Bożego, w Imię Pana Jezusa i mocą Kościoła ja odpuszczam
tobie wszystkie grzechy. Żyj teraz jak dziecko Boże. „Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość
moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi
Pan, który ma litość nad tobą.” A za pokutę czytaj sobie
często Księgę Izajasza. Pan
z tobą. –
Po odejściu od
konfesjonału czuła się jakby wyszła z kąpieli, nawet trwający nadal koncert
wydawał się jej jakiś bardziej uroczysty, jakby organista grał tylko dla niej.
Sprawdziła czas i
wybiegła z kościoła obawiając się, że nie zdąży na pociąg. Weszła na peron
minutę przed odjazdem, zdyszana, ale szczęśliwa.
Minęły dwa miesiące od wizyty u Janka.
Kontaktowali się telefonicznie i przekazywali sobie informacje. Janek opowiadał
o postępach w ćwiczeniach z protezą, a Krysia informowała go o tym, co już
wyremontowała w domu i zasadziła nowego w ogrodzie. Mimo tych kontaktów byli
jeszcze oboje skrępowani i brak było pełnej szczerości i radości w ich
rozmowach. Na jego zaproszenie do powtórnego odwiedzenia go odpowiedziała
pozytywnie, ale nie wyczuwało się w jej głosie radości. Odpowiedziała
grzecznie:
- Postaram się, Janku,
odwiedzić cię w przyszłym tygodniu, ale długo nie zabawię. Mam mnóstwo zajęć w
pracy i w domu. Moje wolne za nadgodziny już wykorzystałam na pilnowanie
fachowców remontujących dom. Dam ci znać kiedy się pojawię. –
Powitanie było bardziej serdeczne niż
rozmowy przez telefon. Janek jakoś przemieścił się na wózku na dworzec, aby
powitać ją na peronie. Od razu zaproponował, aby skierowali się na drugą stronę
ulicy przydworcowej i wspólnie coś przekąsili. Knajpka była przytulna, a gości
w niej niewielu, mogli więc spokojnie rozmawiać. Pierwszy zaczął Janek:
- Bardzo się cieszę z
tego spotkania Krysiu. Chciałbym opowiedzieć ci o naszym wspólnym dzieciństwie
z mojej perspektywy - jedynaka, który był rozpieszczany i hołubiony aż z
przesadą. –
Krysia łagodnie
zaprotestowała:
- Myślę, że nie jest to
dobry pomysł na miłe spędzenie wspólnego czasu. Ale jeżeli masz takie życzenie,
to postaram się spokojnie cię wysłuchać. –
- Dzięki. Miałem sporo
czasu na przemyślenia i próbę oceny mojego zachowania wobec ciebie. Na pewno
główną przeszkodą w naszych kontaktach była moja zazdrość o zabranie przez
ciebie sporej części zainteresowania i miłości rodziców. Ale to był jeden z
powodów. W miarę, jak obserwowałem twoje zachowanie: grzeczność, cichość i
cierpliwość poczułem, że jesteś dużo lepsza ode mnie. Dlatego tak często
dokuczałem ci, żeby cię po prostu złamać i doprowadzić do złości. Byłem już
nastolatkiem, kiedy odkryłem, że jesteś bardzo ładna i zgrabna. Wtedy nagle
poczułem, że się w tobie zakochałem na zabój. Nie była to miłość braterska, ale
namiętne uczucie, które oczywiście ukrywałem. A przez dokuczanie ci chciałem
zwrócić na siebie twoją uwagę. To taki młodzieńczy, a nawet dziecinny sposób
zachowania. Ten przypadek, który uznałaś za próbę zniewolenia ciebie, miał w
sobie jedynie potrzebę przytulenia cię i powiedzenia, co do ciebie czuję. Może
nie byłem zbyt delikatny i mogłaś to odebrać jako próbę gwałtu. Nie będę ci
powtarzał, co do mnie później powiedziała mama. Ona też nie zrozumiała mojego
zachowania i nie chciała słuchać o moim uczuciu do ciebie. Kazała mi się
natychmiast wyprowadzić z domu. Reszty się domyślasz, byłem zrozpaczony,
odczuwałem podwójne odrzucenie i przez ciebie, i przez nią. Jedynym wyjściem
dla mnie było po prostu zniknięcie. No i dlatego pojechałem narażać życie do
Afganistanu. Resztę opowieści już słyszałaś. Teraz odpokutowuję, a to, że się
pojawiłaś przyniosło mi światełko nadziei, że mi wybaczysz. –
Krysia słuchała ze spuszczoną głową
opowieści Janka i rozmyślała, co ma mu odpowiedzieć. Nigdy nie patrzyła na
niego, jak na zwykłego chłopaka. Starała się pokochać go jak swojego
prawdziwego brata, ale z powodu przykrości, które jej sprawiał nie potrafiła i
szczerze go nie lubiła. Czy ma mu to teraz powiedzieć? To może go załamać –
pomyślała.
- Janku, mamy dzisiaj
godzinę szczerości, przyznam, że nie przepadałam za tobą i twoim towarzystwem.
Ale przecież po tych kilku latach jesteśmy innymi ludźmi, dorośliśmy i sądzę,
że patrzymy na siebie z serdecznością. Oboje zostaliśmy bez rodziny, samotni i
pewnie trochę zgorzkniali. Ja nie mam szczęścia do podrywania porządnych
facetów. Z tymi, z którymi byłam blisko, nie chciałabym spędzić całego życia.
Byli trochę z innego świata, lubili życie łatwe i przyjemne, a gdy coś im nie
pasowało, pojawiały się jakieś problemy, po prostu „zwijali żagle” i odchodzili
w siną dal. Nauczyłam się żyć jako singielka i dobrze mi z tym. Trudno byłoby mi
teraz dostosowywać swoje przyzwyczajenia i zmieniać je dla drugiej osoby. –
- Doskonale cię rozumiem.
Jestem bardzo zagubiony i to nie tylko z powodu mojego kalectwa, ale nie wiem,
czy potrafiłbym żyć z drugą osobą. Czy znowu nie poplątał bym w moim zagubieniu
jej losu, no i swojego. Teraz żyję z dnia na dzień, w ustalonym harmonogramie,
w otoczeniu ciągle tych samych osób. Wszyscy są dla mnie życzliwi, ale brakuje
mi prawdziwej bliskości. Ale dosyć narzekania. Chcę już zamknąć ten niezbyt
chlubny etap młodzieńczych głupot i złych wyborów. Mam dobrego terapeutę, z
którym pracuję nad pozytywnym postrzeganiem siebie i tego, co ten świat może mi
jeszcze zaoferować. Byłbym szczęśliwy, gdybyś zechciała pomóc mi w tym. –
- A w jaki sposób
mogłabym ci pomóc? Jak ci mówiłam sama jestem nieco zagubiona i nie raz myślę, jak
będę sobie radzić w starszym wieku. Czy czeka mnie dom opieki? Przebywanie,
może i latami, wśród obcych mi ludzi? Sam to przeżywasz, więc wiesz o czym
mówię. –
- Też czasem o tym myślę.
Ale znów smucimy. Już lepiej porozmawiajmy o pogodzie lub o ulubionych
potrawach. -
Janek uśmiechnął się i
wziął do ręki kartę dań.
Od tej rozmowy minęły trzy lata. Świat obojga bohaterów opowiadania bardzo się zmienił. Mieszkali wspólnie, jak brat z siostrą, w odnowionym domu rodziców. Podjęli się wychowania dwóch małych chłopców z Domu Dziecka. Krysia prawnie była rodziną zastępczą dla Adasia, a Janek dla jego rówieśnika Dawidka. Obaj chłopcy znali się wcześniej, bo przebywali w tym samym Domu, co znacznie ułatwiało organizowanie wspólnych zabaw. Obaj chłopcy mówili do swoich opiekunów ciociu i wujku, więc później, w dorosłym życiu nie czuli się oszukani, że obce osoby zastępowały im rodziców. W jadalni, na widocznym miejscu wisiały dwa obrazki namalowane przez chłopców, i na jednym i na drugim były dość podobne „portrety” Krysi i Janka z napisami:
„Bardzo Was kochamy !!!”
„Bo góry mogą ustąpić i pagórki
się zachwiać…”
Układała się już do snu, gdy przypomniała sobie, że jutro ma spotkanie ze swoim prawnikiem. Zdenerwowała się, bo nie przygotowała dla niego dokumentów, o które ją prosił. Zaczęła się zastanawiać, czy nie przełożyć jutrzejszego spotkania, bo inaczej musiałaby teraz zacząć ich szukać. Zabrałoby jej to co najmniej dwie godziny, a przypuszczalnie później miałaby kłopoty z zaśnięciem. Otuliła się kołdrą i włączyła cichutko relaksacyjną muzykę, przy której zwykle zasypiała. Ale sen nie chciał nadejść. Zaczęły kłębić się w jej głowie wspomnienia różnych scen z przeszłości. Niektóre były przyjemne, ale niektóre stresujące. Odganiała je, ale powracały i męczyły.
Decyzję o wznowieniu sprawy spadkowej po
jej adopcyjnych rodzicach podjęła już dość dawno, ale ciągle coś jej
przeszkadzało, aby umówić się z prawnikiem. Prawdę mówiąc, to bała się
spotkania na rozprawie swojego przybranego brata Janka. Znała go dobrze z jego
kłamstw i oszustw. Była święcie przekonana, że testament został przez niego
sfałszowany. Nienawidziła Janka, był dla niej przykładem perfidnego łobuza
wykorzystującego dobroć i miłość rodziców. Był hołubiony i na wszystko mu
pozwalano. A mimo to był zazdrosny o ich miłość do niej. Na każdym kroku ją
przedrzeźniał, podstawiał nogę, ciągnął za włosy, nazywał ją Kryśka-Fiśka. Nie
skarżyła się rodzicom, bo sądziła, że i tak nie uwierzą. Dopiero, gdy którejś
nocy zakradł się do jej łóżka i próbował zgwałcić, powiedziała o tym matce.
Była zaskoczona jej reakcją. Matka powiedziała, że z nim porozmawia, ale nie
okazywała oburzenia, czy współczucia dla niej. Tak, jakby cała ta sprawa
zbytnio jej nie obeszła. A przecież ona miała wtedy szesnaście lat, a on był
dwa lata starszy. Dopiero po kilku latach dowiedziała się, że rozmowa matki z
Jankiem była stanowcza, a sankcje bardzo dotkliwe. Po roku Janek wyprowadził
się z domu, podał adres rodzicom, ale oni mało go odwiedzali.
W mieście, gdzie mieszkali było wiele
uczelni, wybrała Uniwersytet i obroniła dyplom na Wydziale Ekonomicznym. Bardzo
szybko dostała dobrze płatną pracę i wynajęła mieszkanie.
Gdy jej adopcyjni rodzice zaczęli
niedomagać, nie tylko z racji wieku, ale też wielu chorób, być może długo
nieleczonych, Janek, nagle zaciągnął się do wojska i wysłano go na misje ONZ do
Afganistanu. Nikt nie rozumiał tej decyzji, a jego wyjazd jeszcze bardziej
pogłębił złe samopoczucie, szczególnie matki, oboje zresztą stracili chęć
życia. Opiekowała się nimi najlepiej jak potrafiła. Niestety, choroby
postępowały i w końcu zdecydowali, że
chcą zostać oddani do domu opieki. Ona nie miała, oczywiście, adresu Janka
przebywającego w Afganistanie, ale napisała list i wysłała do dowództwa w
Polsce. Prosiła w liście, żeby wziął urlop i pomógł jej znaleźć odpowiednią
opiekę dla rodziców. Ale nie dostała odpowiedzi.
Jakoś
z trudem udało jej się znaleźć dwa miejsca w tym samym domu opieki, aby staruszkowie
mogli nawzajem się wspierać. Ale coś się w nich odmieniło. Tak, jak kiedyś byli
dla niej bardzo serdeczni, tak teraz odczuwała chłód, a nawet niechęć.
Domyślała się, że obciążali ją winą za decyzję Janka, ale nie rozmawiali o tym.
Ojciec poprosił ją tylko, żeby przeprowadziła się z powrotem do ich domu. Ten
właśnie fakt utwierdził ją w przekonaniu, że nie mogła zostać pominięta w ich
testamencie.
Pierwszy odszedł ojciec, a kilka miesięcy
później matka. Wysyłała do Janka wiadomość o ich śmierci, jednak listy
pozostały bez odpowiedzi. Również na telegramy z domu opieki nie zareagował.
Otwarcie testamentu odbyło się także bez jego obecności. Gdy notariusz w
obecności dyrekcji domu opieki odczytał go była niemile zaskoczona, gdyż cała
ich nieruchomość, dom z ogrodem i działka nad jeziorem, zostały zapisane
Jankowi, a jej pozostawiono skromny zachowek i biżuterię po matce. Wiedziała,
że dom jest dość stary, że wymaga kapitalnego remontu, ale czuła sentyment do
tego miejsca. Bardzo chciała wyremontować go i zamieszkać w nim na stałe.
Prawnik wyraził zgodę na przełożenie
terminu spotkania. Zdążyła zatem odnaleźć dokumenty dotyczące własności
rodziców, jak też orzeczenie sądu o jej adopcji. Mecenas przyjął dokumenty i
obiecał, że dość szybko sformułuję wniosek do sądu. Pod koniec rozmowy
powiedział:
- Pani Krystyno.
Zabawiłem się w detektywa i odnalazłem pani przyrodniego brata. Radziłbym pani
odwiedzić go zanim złożymy wniosek do sądu – i podał jej zapisany na kartce
adres, pod którym przebywał Janek.
Podziękowała i schowała
do torebki. Na odchodnym zapytała: - To kiedy się znowu spotkamy? –
- Jak tylko wróci pani od
brata. Proszę do mnie zadzwonić, że jest pani gotowa. –
Kartkę z adresem wyjęła
dopiero w domu. Miejsce pobytu Janka wprawiło ją w osłupienie. Przeczytała na
głos, jakby nie dowierzała: - Ośrodek Rehabilitacyjny dla Inwalidów Wojennych.
–
Podany był również numer
kontaktowy, więc od razu wystukała numer, chciała się upewnić, że to nie
pomyłka. Sympatyczny męski głos odpowiedział jej, że nie podają informacji
przez telefon, trzeba przyjechać osobiście. Była zdenerwowana i odpowiedziała
coś niezbyt grzecznie.
Wzięła kilka dni
bezpłatnego urlopu, bo przysługujący jej już wcześniej wykorzystała i ruszyła w
podróż. Przy bramie ośrodka stali dwaj wartownicy i długo musiała im tłumaczyć,
dlaczego nie dostała zaproszenia do odwiedzin od brata, tylko wybrała się na
własną rękę. W końcu wydano jej przepustkę i otwarto bramę. Jeden z wartowników
podał jej numer bloku i pokoju, w którym przebywał Janek. Była bardzo
podekscytowana i zastanawiała się, jak ma go przywitać. Wcześniej chciała
uniknąć spotkania Janka w sądzie, a
teraz stoi przed drzwiami jego pokoju nie wiedząc w jakim on jest stanie.
Zapukała, ale nikt się nie odezwał, zapukała drugi raz i gdy dalej nie
usłyszała zaproszenia nacisnęła klamkę i cicho uchyliła drzwi. Janek siedział w
fotelu i coś czytał. Był do połowy okryty kocem, a przy fotelu stał wózek
inwalidzki. Nie patrząc na nią odezwał się:
- Dziękuję pani
Agnieszko. Proszę postawić na stole. Zjem później. –
Dopiero po chwili
zorientował się, że to nie obsługa i obejrzał w kierunku drzwi.
- Hej. I kogo my tu mamy
– moja ukochana siostrzyczka mnie odnalazła. Witam cię, rozgość się, proszę. I
co cię do mnie sprowadza? Pewnie jakieś interesy, bo przecież nie siostrzana
miłość? –
Nie bardzo wiedziała, co
ma odpowiedzieć, bo przecież miał rację, przyjechała załatwić sprawę spadku.
- Przepraszam, że nie
szukałam cię wcześniej. Pisałam do ciebie, ale nie dawałeś znaku życia. W końcu
za sprawą nieomal detektywa odnalazłam cię. Nie wiedziałam, że byłeś ranny.
Ukrywałeś się przede mną, a wcześniej też przed rodzicami. Nie raczyłeś być
nawet na ich pogrzebach. –
- No, to gorzko
powiedziane. Kiedy oni umierali, ja również byłem na krawędzi życia. Kiedy nas
zbierali spod gazika, który wjechał na minę, w meldunku podali, że jestem
martwy. Dopiero, gdy dotarliśmy do szpitala polowego lekarz stwierdził, że tli
się jeszcze we mnie życie. Nie muszę się przed tobą tłumaczyć, ale skoro
zadałaś sobie tyle trudu i tu przyjechałaś… -
- Przepraszam cię Janku.
Jak łatwo jest niesłusznie kogoś oskarżyć. Czy możesz mi wybaczyć? Może miałam
do ciebie kiedyś dużo złości, ale to już przeszłość. Bardzo chciałabym, abyśmy byli
dla siebie siostrą i bratem. Wiesz, że nie mam teraz nikogo bliskiego po
śmierci rodziców. –
- No, ja też nie byłem ci
dłużny. Tylko ty chowałaś swoje emocje, a ja wyżywałem się na tobie. Myślę, że
byłem zazdrosny o miłość rodziców, o to, że traktowali cię jak swoją rodzoną
córkę. Ja też mam za co przepraszać. Ale nie chcę twojej siostrzanej bliskości,
twojego współczucia, czy litości. Mam tutaj dobre warunki, dbają o nas,
inwalidów, aż z przesadą. Zapewniają nie tylko mieszkanie i wyżywienie, ale
mamy wiele atrakcyjnych rozrywek, jak kino, czy teatr, spotykamy się z ciekawymi ludźmi, mam tutaj
przyjaciół. –
- Janku, a czy pozwolisz
mi mieszkać w domu rodziców? Odremontowała bym go i zadbała o ogród. A ty zawsze
będziesz mógł tam wrócić, czy przyjechać na pewien czas. Zaopiekowała bym się tobą
lub zapewniła pomoc kompetentnej osoby. Jeżeli już zakopaliśmy topór wojenny,
może spróbujmy myśleć o sobie nawzajem z życzliwością. Co ty na to? –
Janek zaczął się głośno śmiać:
- To już teraz wiem,
czemu mnie odwiedziłaś. Chciałaś załatwić sobie wygodne lokum z ogródkiem. A
mieszkaj sobie i daj mi święty spokój. –
Krystynę zamurowało i
dłuższą chwilę milczała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz