„Nikt nie przypuszczał, że stanie się to akurat tej nocy. Nie było żadnych alertów, ani choćby jakiejś wzmianki w social mediach. Nie ostrzegały ani gazety prorządowe, ani opozycyjne. Nawet głos Kościoła brzmiał cichutko, a i tak właściwie nikt go nie słuchał. < - Uwaga, uwaga! Wszyscy do schronu! Uwaga, uwaga! Wszyscy do schronu! Uwaga! Schowajcie się do schronu! - >
Głos przemieszczał się po wszystkich
ulicach, placach, osiedlach i zaułkach. Ludzie byli przerażeni i pytali się
jeden drugiego:
- A
gdzie są schrony? Gdzie mamy się schować? Co się dzieje? Czy to koniec świata? –
Panika
narastająca z każdą minutą sprawiła, że wzmógł się również chaos. Ludzie
biegali szukając schronienia, potrącając się wzajemnie i złorzecząc. Tak
zachowywała się większość. Byli jednak i tacy, którzy mimo panującej ciemności,
ze spokojem, nie rozpychając się zbytnio, po prostu skierowali się w stronę
rozległych pól i lasów otaczających miasto.
Ci, którzy zostali stracili nadzieję, że uda
im się bezpiecznie przetrwać ogłoszony alarm. Ale po około godzinie oczekiwania
na to najgorsze, które miało nadejść, niektórzy mieszkańcy wyczerpani stresem
udali się do swoich domów. Inni dyskutowali i kłócili się, skąd mógł pochodzić
ostrzegawczy Głos i czemu dali się nabrać jakiemuś żartownisiowi.
Gdy minęła kolejna godzina Głos powrócił.
Był jeszcze bardziej przerażający. Tym razem wołał:
<
- Oto nadchodzi! Kto nie ma pieczęci na czole zostanie odrzucony! Kto ma znamię
bestii na ciele zostanie odrzucony! Uciekajcie do schronu! – > „
Właśnie zastanawiał się, jak dalej opisywać zdarzenie w swoim nowym
opowiadaniu, kiedy usłyszał pukanie do drzwi i cichy głos córki:
- Tatusiu, czy mogę na chwilę do ciebie
wejść? –
- Tak, tak – odpowiedział – może pomożesz mi
przy pisaniu. –
Do pokoju weszła około dwunastoletnia
dziewczynka i od razu usiadła ojcu na kolanach.
- Naprawdę pozwolisz mi pisać opowieść
razem z tobą? Zawsze mnie odganiałeś i mówiłeś, że ci przeszkadzam. –
- Może teraz nadszedł już taki czas, że
duża i mądra moja córeczka będzie razem ze mną wymyślać piękne opowieści. Czy
zgadzasz się? -
- No pewnie. Zawsze o tym marzyłam. A o
czym dzisiaj piszesz? –
- O, to bardzo trudny temat. Zacząłem
wyobrażać sobie, jak może wyglądać koniec świata i chciałbym opisać to, co
podpowiada mi moja wyobraźnia. –
- Ale po co? Chcesz nastraszyć twoich
czytelników? Zawsze mi tłumaczyłeś, że nie lubisz i nie oglądasz horrorów, bo
kaleczą ci mózg. –
- No, wiesz. Koniec świata to dla jednych tragedia,
a dla innych radość. Piszę po to, żeby czytelnicy mogli przemyśleć, którą opcję
świadomie wybiorą. Teraz wymyślam, jak wytłumaczyć, co oznacza słowo „schron”.
To znaczy, gdzie mogą się schronić przed zagładą. –
- Tatusiu, zawsze mi mówiłeś, że naszym
obrońcą jest Bóg Ojciec, Jego Syn i Duch Święty. Nie możesz tego wprost napisać
w opowiadaniu? –
- Nie dla wszystkich jest to takie
oczywiste. Niektórzy nawet odrzucają możliwość istnienia Boga, inni się nad tym
nie zastanawiają, jeszcze inni chodzą do kościoła, ale tak naprawdę, to nie
wiedzą po co. A są jeszcze tacy, którzy wykorzystują religię, do realizowania
swoich własnych interesów. Myślę też, że najtrudniej będzie znaleźć się w
niebie fanatykom, takim nienawidzącym
ludzi inaczej myślących niż oni. Ale to za trudne dla ciebie do zrozumienia. Ja
również nie wszystko rozumiem. Teraz może przerwijmy naszą miłą pogawędkę i
zejdźmy na dół na kolację. Rozumiem, że lekcje masz już odrobione? –
- Pytasz mnie jakbym była małym dzieckiem.
Oczywiście, że mam odrobione. Chodźmy już. –
Zeszli do kuchni i z przyjemnością zaczęli wspólnie przygotowywać
kolację. To był zawsze miły czas dla nich obojga. Po całym dniu mieli wiele
ciekawych spraw do przekazania i omówienia, a przygotowane wspólnie jedzenie bardzo im smakowało. Dzisiaj zamiast
ciekawostek z całego dnia Asia postanowiła zapytać ojca o bardzo trudną sprawę,
która nurtowała ją od dawna. Do tej pory ciągle obawiała się reakcji ojca i nie
poruszała tego trudnego tematu.
-
Tatusiu, wiem, że mnie kochasz i tak wspaniale troszczysz się o mnie. Dziś
postanowiłam zapytać cię, dlaczego moja mama odeszła i nas zostawiła? Czy to
przeze mnie? Nie podobałam się jej? –
Ojciec długo milczał. W końcu wziął rękę
Asi, przytulił do policzka i powiedział:
- Tak naprawdę, to do końca nie wiem.
Nigdy się nie skarżyła, że jest jej ze mną źle. Nigdy nie powiedziała, że mnie
nie kocha, ale nie mówiła mi również, że mnie kocha. Zawsze była bardzo
tajemnicza, zatopiona w swoich myślach, nigdy się nie zwierzała. Raz tylko
zaczęła mi opowiadać o swoim trudnym dzieciństwie, ale bez szczegółów. Była
wtedy bardzo smutna. Kiedy się urodziłaś zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie.
Trzymała cię w ramionach i nie dawała nikomu dotknąć. Właściwie cały czas
leżała i tuliła cię. Nawet kiedy przyjechała twoja babcia, jej mama, nie
potrafiła zrozumieć, że chcemy jej pomóc, jej i oczywiście tobie. Lekarz
stwierdził, że ma depresję po porodzie i radził oddać was obie pod opiekę
medyczną. Ale mama się nie zgodziła. Stopniowo dolegliwości ustępowały, w miarę
jak stawałaś się radosnym niemowlęciem mama zaczęła zachowywać się prawie
normalnie. Ale była ciągle smutna i często płakała. Kiedy już stawiałaś
nieporadne, pierwsze kroki mama zaczęła wychodzić z tobą na samotne spacery.
Nie chciała, abym wam towarzyszył. Ale ja ukradkiem chodziłem za wami śledząc
was i pilnując, żeby nic wam nie zagroziło. –
Tu przerwał opowiadanie i zapytał:
- Kochanie, może przerwiemy na chwilę lub
na dłużej. Pewnie trudno jest ci słuchać, a ja też się zmęczyłem tymi wspomnieniami.
Jest dość późno, może chodźmy spać. –
- Dobrze, ale jeżeli mi obiecasz, że już
jutro opowiesz mi co się potem wydarzyło – po namyśle odpowiedziała Asia.
- Okey, obiecuję. –
Po
uprzątnięciu kuchni Tomasz nie poszedł od razu do swojej sypialni. Usiadł na
ganku i zatopił się w myślach o swojej żonie, ale też o dalszym ciągu swojego
opowiadania. Dawno nie wspominał Katarzyny, zatęsknił do niej i bardzo się
wzruszył. Postanowił, że na nowo będzie jej poszukiwał przez różne organizacje
pomocowe. Minęło już co prawda dziewięć lat od kiedy odeszła, ale może w jakiś
cudowny sposób ją odnajdzie.
Usłyszał tupanie po schodach i za chwilę
przytuliła się do niego Asia. Cicho powiedziała:
- Tatusiu, bardzo cię kocham. Dziękuję ci,
że tak wspaniale zastępujesz mi mamę, jesteś dla mnie i tatą, i mamą. Dobranoc.
Asia pobiegła z powrotem do siebie, jakby
wstydziła się swojego wyznania.
Tomasz odwrócił się, żeby jej odpowiedzieć, ale już jej nie było. Postanowił, że będzie dziś długo pisać i już wiedział, co dalej napisze.
„Ale
tym razem mieszkańcy miasta mieli pozatykane uszy, ukryli się już w swoich domach i ulice były
puste. Mimo tego Głos dalej wołał:
<
- Kto krzywdzi, niech jeszcze krzywdę wyrządzi i plugawy niech się jeszcze
splugawi, a sprawiedliwy niech jeszcze wypełni sprawiedliwość, a święty niechaj
się jeszcze uświęci. Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze mną, by
każdemu odpłacić, jaka jest jego praca. - >
Okazało
się, że Głos docierał do nich mimo zatkanych uszu, tak że wszyscy trzęśli się ze
strachu. Znowu wyszli na ulicę szukając tego, kto tak przerażająco wołał. Ale
nikt im się nie ukazał.
W
końcu jeden z odważniejszych zaczął krzyczeć zwracając się do tego
niewidocznego Głosu:
-
Nie strasz nas, tylko powiedz, co mamy robić? Gdzie jest ten schron? –
Ale
Głos dłuższą chwilę milczał. W końcu zagrzmiało coś przypominającego odgłos
pioruna, a na wieży kościoła pojawiło się oślepiające światło. Nie widać było
żadnego reflektora, a jednak światło przemieszczało się i oświetlało twarze
zgromadzonych ludzi. Znów strach padł na mieszkańców i wzmógł się, kiedy do ich
uszu dotarł znowu potężny dźwięk Głosu, który wołał:
<
Niech wszyscy usłyszą:
- Obmyjcie się we Krwi Baranka. W Sercu Jezusa,
jest wasze schronienie. On to przyjdzie niebawem i osądzi wszystkie narody,
plemiona, rodziny i ludzi samotnych. Osądzi z miłości i miłosierdzia. On jest
Alfą i Omegą. Amen. >
Po
tych słowach światło zgasło i nie słychać już było żadnego dźwięku. Zgromadzeni
powoli zaczęli się rozchodzić.
Gdy nastał poranek ludzie budzili się ze
wspomnieniem zdarzeń minionej nocy i zastanawiali się, czy to rzeczywiście był
Głos z zaświatów, czy była to jakaś sztuczka kuglarska. Większość mieszkańców
uwierzyła, że było to ostrzeżenie przed nadchodzącym Sądem Bożym. Ale było też
trochę takich, którzy udawali, że nic takiego się nie stało, podrwiwali sobie,
lecz w głębi duszy czuli niepokój.
Dzień mijał spokojnie. Większość ludzi udała
się do swoich zajęć, sklepy były otwarte, również szkoły i przedszkola. Życie
toczyło się, jak gdyby nic się w nocy nie wydarzyło. Wrócili do miasteczka ci,
którzy oddalili się do pobliskich wiosek i lasu. Tylko patrole policyjne
krążyły po ulicach częściej niż zwykle.
Zadziwieni
i zasmuceni byli jedynie emeryci i ci, którzy pozostali w domach. Po włączeniu
telewizorów okazało się, że zniknęły wszystkie programy, wyświetlał się jedynie
obraz wielkiego wzgórza z olbrzymim krzyżem na jego wierzchołku. Zaczęto
wydzwaniać do znajomych z informacją o tym fakcie, a oni potwierdzali, że ich
odbiorniki przekazują to samo. Wygasły wszystkie aparaty komórkowe i
zaniepokojenie ogarnęło szczególnie młodzież i kobiety niepracujące. Niektórzy
nawet głośno przeklinali i złorzeczyli operatorom sieci, bo uważali, że to ich
działanie lub brak działania spowodował awarię.
Znowu miasteczko ogarnęło ogólne
zamieszanie i znowu sporo ludzi opuściło swoje mieszkania. Niektórzy wnikliwie
wpatrywali się w wieżę kościoła, sądząc, że pojawi się jakiś komunikat, że
odezwie się Głos. Ale nic takiego się nie nastąpiło. Najgorsze było to, że z
powodu braku internetu stopniowo przestały działać banki i inne instytucje
związane z koniecznością korzystania z łączności internetowej.
Zaczęto
podejrzewać, że te wszystkie nocne zdarzenia i trwająca blokada internetu są
spowodowane przez wrogie państwo, chcące zawładnąć miasteczkiem. Jeszcze nie
dopuszczano myśli o działaniu nadzwyczajnych mocy. Dopiero, kiedy księża
wikariusze razem z proboszczem parafii pokazali się na ulicach i głośno
nawoływali do nawrócenia, ludzie zorientowali się, że Czas nadszedł. Byli
zaskoczeni, że ich pasterze, chowający się w większości w swoich mieszkaniach w
domu parafialnym, dziś wyszli głośno ostrzegać ich przed tym, co nadchodzi.
Wszyscy byli bardzo poruszeni i niespokojni. Było jednak kilkanaście osób,
które uspokajały tych najbardziej przestraszonych i mówiły:
-
Nie bójcie się. Rzućcie się w otchłań Miłosierdzia Bożego. Nie osądzajcie sami
siebie, to Bóg was osądzi, a On jest samą Miłością. Jeżeli zwrócicie się do
Niego nie odrzuci was. Wszyscy jesteśmy przecież Jego dziećmi. Tylko porzućcie
wszystkie wasze bożki, szczególnie komputery, komórki, tablety i laptopy, do
których modlicie się przez całe dnie, a nawet w czasem w nocy. Zostały one
wyłączone, a to znak, że ich nadużywanie nie podoba się Bogu. –
Jednak większość mieszkańców szukała pomocy
w Urzędzie Burmistrza i nawet głośno wykrzykiwała, dlaczego nic z tym nie robi,
dlaczego nie interweniuje w Warszawie, nie zwraca się do rządu i prezydenta.
-
Panie Burmistrzu, nie możemy tak żyć bez łączności ze światem, nie możemy
pracować, ani się uczyć. Nawet banki nie działają. –
W końcu zdenerwowany Burmistrz wyszedł na
balkon i powiedział głośno:
-
Drodzy mieszkańcy, jak możecie mi zarzucać, że nic nie robię, kiedy sami
wiecie, że brak jest łączności. Więc jak mam powiadomić Warszawę o tej całej
sprawie? Właśnie mamy naradę wszystkich odpowiedzialnych za stan kryzysowy i
wyznaczyliśmy osoby, które pojadą jutro rano do stolicy, aby prosić o pomoc. -„
Wieść
ta rozeszła się po całym miasteczku. Szeptano: dopiero jutro wyjadą, więc nie
wiadomo, kiedy przyjmą ich odpowiedni urzędnicy i że to wszystko może się
przedłużać w nieskończoność. Byli bardzo niezadowoleni.
Następnego
dnia doszło kolejne niespotykane zdarzenie. Na wszystkich ulicach znikły nazwy,
natomiast pojawiły się tablice wszędzie z jednakową treścią:
I znowu w
środku kolejnej nocy usłyszeli wołanie Głosu:
„Uwaga, uwaga! Nadchodzi, by osądzić ziemię! Wołajcie
do Boga, wołajcie głośno:
Ojcze Wszechmogący,
zgrzeszyliśmy przeciw Tobie, nie jesteśmy godni nazywać się Twoimi dziećmi.
Zniszczyliśmy i niszczymy dalej ten cudowny
świat,
który dla nas stworzyłeś.
Zatruwamy morza i rzeki, trujemy powietrze i
samych siebie,
zobojętniały nasze serca na płacz głodnych,
szczególnie dzieci,
na krzyki gwałconych i bitych kobiet, na
potworności wojen
i wszelkiej przemocy. Zamiast Ciebie czcimy
bałwany: pieniądze, władzę, idoli, uzależnienia i sami dla siebie staliśmy
się bogami. Zasłużyliśmy na Twój gniew przez naszą pychę i samowystarczalność.
Zlituj się nad nami przez wzgląd na cierpienia i
mękę
Twojego Syna,
na modlitwy i ofiary Twoich wybranych.
Przebacz nam i ześlij Twoją pomoc, ześlij
ratunek dla świata!!! Jeszcze ten raz ulituj się nad nami!!!”
Na tym zakończył pisanie zdziwiony, że już jest tak późna godzina. Przed ułożeniem się do spania zajrzał jeszcze do pokoju Asi i okrył ją szczelniej kołdrą. Uśmiechnął się sam do siebie i z czułością pomyślał jak śliczną i kochaną ma córkę.
Ten poranek był dla Asi najzwyklejszym porankiem, takim jak tysiące
wcześniejszych: szybka toaleta, szybkie śniadanie, biegiem do autobusu i w
pośpiechu do klasy. Była spokojna, przygotowana do lekcji, ale gdzieś zza głowy
pojawiały się trudne myśli: czego dowie się dzisiaj o swojej mamie. Nigdy nie
skarżyła się ojcu, nie okazywała, że czasem w nocy płacze. Była jednak pewna,
że on to czuje i może nawet słyszy przez drzwi jej pochlipywanie. Z tego
zamyślenia wyrwał ją głos nauczycielki zwracający się wprost do niej:
- Asiu, chyba nie jesteś tutaj z nami? Czy
słyszałaś, co mówiłam przed momentem? Jaki będzie temat dzisiejszej lekcji? –
Asia zwiesiła głowę i powiedziała:
- Przepraszam, mam trochę problemów i nie
zostawiłam ich za drzwiami, tylko przyniosłam ze sobą do klasy. Już będę
uważała. –
Ale co innego chcieć, a co innego móc.
Niestety już do końca lekcji Asia była trochę rozproszona i cieszyła się, że
pani o nic jej nie pyta. Pewnie znając sytuację rodzinną dziewczynki pozostawiła
ją w spokoju. Jednak po zakończeniu lekcji poprosiła Asię o rozmowę na temat
jej problemów. Ale dziewczynka nie chciała się zwierzać i powiedziała, że to
jej tajemnica i że może kiedyś będzie mogła powiedzieć.
Nauczycielka zaczęła podejrzewać, że coś
niedobrego dzieje się w Asi układach z ojcem. Pomyślała nawet, że może krzywdzi
on w jakiś sposób swoją córkę. Zdecydowała, że powie o tej sytuacji dyrektorce
szkoły. No i się zaczęło. Najpierw spotkanie Asi z pedagogiem szkolnym oraz
terapeutą dzieci krzywdzonych. Potem wezwanie ojca do szkoły na rozmowę do
dyrektorki. Bardzo to było frustrujące, a nawet oburzające i krzywdzące dla
nich obojga. Ale po rozmowach sprawa ucichła i kierownictwo szkoły uznało, że
nie będzie nadawać tej sprawie dalszego biegu.
Niestety, piękna miłość, która łączyła ojca
z córką została zakłócona. Szczególnie ojciec zaczął uważać, czy nie nazbyt
czule przytula i całuje Asię. A ona tylko domyślała się, że powodem odsunięcia
się od niej ojca było to okropne podejrzenie. Postanowili oboje, że od września
Asia zmieni szkołę, w której nikt już nie będzie jej podejrzliwie obserwował. Tadeusz postanowił, że na wakacje
wyjadą w daleką podróż po kurortach i sanktuariach zachodniej Europy mając nadzieję,
że po powrocie zapomną o stresującym zdarzeniu.
Wynikiem tej niesmacznej sprawy była
również przerwa w pisaniu opowiadania. Kilkakrotnie próbował coś napisać, ale
myśli umykały, nawet to, co już napisał wydawało mu się miałkie i niepotrzebne.
Pomyślał:
- „ Pewnie tak ma być, pewnie muszę jeszcze
przemyśleć ten trudny temat.”-
Minęły wakacje spędzone we wspaniałej podróży. Mnóstwo wrażeń i wielu ciekawych
ludzi spotykanych w trasie, których zabierali „na stopa” sprawiło, że
zapomnieli o dręczącej sprawie pomówień. Odwiedzali muzea, parki, kościoły,
piękne plaże we Francji, Hiszpanii i Portugalii. Ale przede wszystkim
zatrzymywali się w słynnych Sanktuariach.
Byli w Montserrat, gdzie wysoko w górach
zbudowano Sanktuarium Czarnej Madonny. Zatrzymali się na dłużej w Lourdes, gdzie
czczona jest Matka Boża Uzdrowienia Chorych. Pojechali także do Fatimy i tam również,
na kolanach prosili oboje w tej samej intencji: o odnalezienie żony i matki. Gdy
więc po powrocie, w przeglądanej korespondencji, znaleźli odpowiedź jednej z
organizacji zajmującej się poszukiwaniem zaginionych osób, byli przekonani, że
ich modlitwy zostały wysłuchane. W liście nie było zbyt dużo informacji,
natomiast było zaproszenie do siedziby biura, gdzie będą próbowali odnaleźć
dokumenty sprzed kilku lat, zawierające więcej szczegółów.
Tadeusz natychmiast skontaktował się z
biurem i umówił termin spotkania. Asia bardzo prosiła ojca, aby pozwolił jej
jechać razem z nim. Ale stanowczo odmówił, twierdząc, że jej obecność nie tylko
zakłóci poszukiwania, ale przedstawiciele biura mogą odmówić udostępnienia
informacji z powodu obecności nieletniej.
- Zrozum to, kochanie. Poproszę ciocię
Amelię, aby pobyła z tobą. Wiesz, że bardzo cię kocha i będzie na pewno się
starała, aby ci było z nią dobrze. -
W biurze czekała na Tadeusza bardzo miła, starsza pani z plikiem
dokumentów w ręku. Po przywitaniu powiedziała:
- Cieszę się, że wznowił pan poszukiwania
żony. Wiele mamy przypadków, gdy osoba poszukująca znajdzie sobie innego
partnera życiowego i przestaje się interesować sprawą odnalezienia zagubionej.
Mam dla pana wiadomości sprzed dwóch lat. Nie jesteśmy do końca pewni, że to
pańska żona, ale wiele szczegółów na to wskazuje. Otóż: mamy ślad pobytu w
szpitalu psychiatrycznym kobiety w wieku pana żony, która zgłosiła się sama na
leczenie, twierdząc, że ma zupełny zanik pamięci. Nie pamiętała, jak się nazywa
i gdzie mieszka. Przebywała w szpitalu około dwóch miesięcy, stwierdzono, że
jest zupełnie zdrowa z wyjątkiem braku świadomości dotyczącej jej przeszłości.
Po dwóch miesiącach odbyła się rozprawa sądowa i przyznano jej nowe nazwisko,
wydano dowód i inne zaświadczenia pozwalające na podjęcie pracy. Ale dostała
nakaz zgłaszania się, co trzy miesiące, do ustalonego przez sąd kuratora, z
informacją, gdzie przebywa i czy radzi sobie w samodzielnym życiu. Ostatnią
informację sąd otrzymał dwa tygodnie temu. Ta kobieta przebywa za granicą,
konkretnie we Włoszech, tam została zatrudniona w restauracji jako kucharka.
Niestety, nie mogę podać panu adresu bez pozwolenia sądu. O taką informację
musi pan wystąpić do sądu sam. –
- Czy to może długo potrwać? Mam już
niewiele dni urlopu, mam też dwunastoletnią
córkę, której niedługo kończą się wakacje. –
- Tego nie wiem, ale zadzwonię do
sekretariatu i zapytam. Wiem, że dla tego typu spraw starają się skracać
terminy. –
Niestety, okazało się, że czas oczekiwania na decyzję może wynieść nawet
miesiąc. Tadeusz bardzo się zasmucił, ale skierował się do budynku sądu i
złożył stosowne pismo. W drodze powrotnej do domu zastanawiał się, jak powiedzieć
Asi o tym, czego się dowiedział. Obawiał się jej emocjonalnej reakcji.
Postanowił nie przekazywać szczegółów rozmowy z panią w organizacji, jedynie
wspomnieć o konieczności miesięcznego oczekiwania na decyzję sądu w sprawie
odtajnienia dokumentów.
Gdy już po powrocie wybiegła do niego do bramy głośno wołając:
- I jak tatku? Masz dobre wiadomości o
mamie? –
Odpowiedział:
- Jest nadzieja, jest nadzieja. Ale nadal musimy być cierpliwi i odczekać około miesiąca na zgodę w sprawie odtajnienia dokumentów. –
- Ja nie dam rady tak długo czekać.
Dlaczego oni są tacy bezduszni? Przecież wiedzą, jak nam bardzo zależy, aby być
od nowa rodziną. –
- Niestety, nic na to nie poradzę. –
W głębi duszy Tadeusz obawiał się, że Katarzyna albo go nie pozna, albo
będzie udawała, że nie poznaje i nie zechce wrócić. Jaka byłaby to tragedia dla
Asi, gdyby wiedziała, że odnalazł jej mamę, a ona nie zechciałaby jej poznać i
zamieszkać z nimi. Dlatego nie wtajemniczał córki w szczegóły, które były mu
wiadome.
Zezwolenie z sądu przyszło dość szybko. Było w nim podane nowe imię i
nazwisko Katarzyny oraz dwa adresy: do jej miejsca zamieszkania i do
restauracji, w której była zatrudniona. Oba adresy wskazywały, że przebywała na
terenie Włoch. Tadeusz ukrył ten fakt przed Asią, a sam poprosił w pracy o
tygodniowy urlop i zabukował bilet na najbliższy lot do Mediolanu. Asi
powiedział, że jedzie w delegację, ale ona nie bardzo w to uwierzyła.
Tadeusz znał język angielski, jak sam mówił: „na trzy minus”, ale przebywając
wiele razy za granicą jakoś dogadywał się w hotelach, czy sklepach. We Włoszech
nigdy nie był, ale uznał, że warto wziąć ze sobą słownik tego języka i zapisać
sobie kilka podstawowych, niezbędnych zwrotów.
Gdy już znalazł się w centrum Mediolanu, posługując się szczegółową
mapą, odnalazł najpierw restaurację, w której miała pracować Katarzyna.
Postanowił zjeść tam obiad i rozejrzeć się, a nuż jego żona będzie w pracy.
Zdecydował, że zapyta miłą dziewczynę przy barze, czy zna Angelikę Mors. Ona
uśmiechnęła się i zawołała w stronę kuchni:
- Angela, vieni qui, qualcuno ti cerca! –
- Arrivo subito – odpowiedział głos zza
kuchennych drzwi.
Po chwili wyszła kobieta w białym czepku kucharskim na głowie, zaciekawiona, kto o nią pyta. Kiedy zobaczyła Tadeusza zakręciła się na pięcie i znikła za drzwiami. Za chwilę jednak ukazała się ponownie, już bez czepka i białego fartucha.
Zwróciła się do Tadeusza po polsku:
- Znalazłeś mnie? Po tylu latach? Po co
mnie odnalazłeś? Przecież zraniłam cię i uciekłam, jak jakiś przestępca. Nie
sądzę, żebyś mi wybaczył to, co zrobiłam. Chodźmy stąd, dostałam pół godziny
wolnego. –
Tadeusz do tej pory nie odezwał się ani
słowem, dopiero gdy przeszli w milczeniu dwie przecznice, zatrzymał się,
spojrzał Katarzynie w oczy i powiedział:
- Nie mam ci co wybaczać. Wybrałaś wolność
i muszę to zaakceptować. Ale bardzo cię potrzebujemy, oboje z Asią. Ona marzy o
spotkaniu z tobą, a w ogóle to oboje bardzo za tobą tęsknimy. Kasiu, nie będę cię wypytywał, co
się takiego stało, że odeszłaś. To było tak dawno i nie warto tego wspominać.
Bardzo chcemy, abyś wróciła. Asia jest w takim wieku, w którym szczególnie
potrzebuje matki. –
Zauważył, że ona bardzo się wzruszyła, a
jej oczy były pełne łez. Powiedziała:
- Chodź, siądziemy tam w parku na ławce.
To głupio tak tutaj stać. –
Gdy już usiedli Tadeusz nieśmiało ujął jej
rękę i powiedział:
- Nigdy cię nie oskarżałem, a szczególnie
przed Asią. Ona jest przekonana, że gdy cię odnajdę zamieszkasz z nami i znowu
będziemy rodziną. Co prawda minęło już dziewięć lat, których nie nadrobimy, ale
możemy zacząć od nowa. –
- Co to dla ciebie znaczy „od nowa”? Nie
wiesz, dlaczego chciałam uciec od was. Chciałam już nie żyć, ale spotkałam
starszego kapłana, który mi wytłumaczył, dlaczego musimy chronić nasze życie.
Ono nie należy do nas, jesteśmy dziećmi Boga i do Niego należymy. Nie odpowiem
ci dzisiaj, jaką podejmę decyzję. Jeżeli poczekasz na mnie aż skończę pracę,
może opowiem ci czemu uciekłam. Możesz przyjść po mnie, to jeszcze dwie godziny
do końca. A teraz muszę wracać. –
Tadeusz siedział jeszcze chwilę na ławce zastanawiając się, jak
formalnie wyglądałby powrót Kasi do domu. Ma przecież inne imię i nazwisko, czy
musieliby drugi raz zawierać małżeństwo? Bardzo byłoby to skomplikowane, ale
przecież nie niemożliwe. Był już prawie przekonany, że Kasia zgodzi się wrócić.
Wstał z ławki i zerknął na mapę, aby sprawdzić, jak daleko jest do
słynnej Mediolańskiej Katedry. Okazało się, że może tam dojść w piętnaście
minut, więc udał się w jej stronę szybkim krokiem. Rzeczywiście, obiekt był
imponujący. Inaczej oglądało się go na zdjęciach w komputerze, a zupełnie
inaczej Katedra prezentowała się, gdy stał przed nią i w zachwyceniu podziwiał
każdy szczegół przepięknej fasady. Miał wielkie szczęście, bo akurat w jej
wnętrzu odprawiana była Msza Święta i mógł wejść bez rezerwacji i opłaty za
wstęp. Ucieszył się, że akurat w tym czasie oczekiwania na ważną w jego życiu
wiadomość może spotkać się z Panem Jezusem, oddać mu swój trudny problem i
przyjąć Go w Komunii Świętej.
Po zakończonej Eucharystii długo jeszcze
klęczał w milczeniu przed Najświętszym Sakramentem. O nic nie prosił, tylko
oddawał wszystkie sprawy woli Bożej.
Gdy wyszedł, nieomal biegiem skierował się przed wejście do lokalu, w
którym pracowała Kasia. Zobaczył z daleka, że czeka już na niego i jeszcze
bardziej przyspieszył kroku.
Uśmiechała się do niego, więc przyjął to
za dobry znak. Zdyszany tłumaczył się z małego spóźnienia:
- Wybacz, ale byłem w Katedrze na Mszy,
prosiłem Pana Boga, aby pomógł ci w podjęciu decyzji. Tego lata byliśmy z Asią
w znanych europejskich Sanktuariach i prosiliśmy o pomoc w znalezieniu ciebie.
I nasza modlitwa została wysłuchana. –
- A ty dalej taki „rozmodlony”? Ja
odsunęłam się od Boga, nie potrafię uwierzyć, że może mi przebaczyć to, co
zrobiłam. –
- Kasiu, jeżeli ja ci wybaczyłem, to tym
bardziej Miłosierny Bóg. Można próbować naprawić swoje błędy i żyć szczęśliwie
dalej. –
- Ale ty nawet nie wiesz, jaki był powód
mojej ucieczki. –
- Już ci mówiłem, że nie jest to dla mnie
istotne. Ważne są dni, które są przed nami. –
Nagle Katarzyna zmieniła temat i zapytała:
- W którym hotelu się zatrzymałeś? Może
jest tam jakaś knajpka, w której moglibyśmy usiąść. Bolą mnie nogi po całym
dniu pracy. –
- Nie zdążyłem jeszcze zarezerwować
hotelu. Kiedy otrzymałem wiadomość o miejscu twojego pobytu natychmiast
wsiadłem w samolot. Jest ciepło, więc mogę przespać się na ławce w parku, gdyby
były kłopoty ze znalezieniem noclegu. –
- Kłopoty? – zaśmiała się Kasia. Aby
znaleźć miejsce w hotelu trzeba je rezerwować co najmniej miesiąc wcześniej.
Tak się do mnie spieszyłeś Tadziu? –
- Nie wierzysz mi? –
- Wierzę, jestem nawet wzruszona. No, to
nie mamy wyjścia, chodźmy do mnie. Mam dwa pokoje, więc nie będzie problemu ze
spaniem – z uśmiechem powiedziała Kasia.
Ale tej nocy nie spali. Najpierw Kasia wyjawiła swój sekret.
Była bardzo poruszona i często przerywała opowieść.
- Gdy miałam około siedemnastu lat głupio
i niepotrzebnie zaprzyjaźniłam się z chłopakiem trochę starszym ode mnie, który
od dawna chodził za mną. Kiedyś wymusił na mnie, abym mu się oddała. Może nie
był to gwałt, ale łagodne przymuszenie. Zerwałam z nim po tym fakcie obawiając
się konsekwencji. Ale wystarczył ten jeden raz, aby zajść w ciążę. Moi rodzice,
jak już ci kiedyś mówiłam, oboje byli alkoholikami i niezbyt się mną
interesowali. Jednak musiałam im powiedzieć o moim problemie, bo przecież
mieszkaliśmy razem, byłam jeszcze nieletnia. Bardzo szybko załatwili mi
prywatną wizytę u ginekologa, a pan doktor dość szybko usunął mój „problem”. I
znowu zostałam przymuszona, bo rodzice nawet mnie nie zapytali, czy przypadkiem
nie chcę urodzić tego dziecka. Znałeś mnie dobrze i czułeś, że coś jest ze mną
nie tak. Nie potrafiłam się cieszyć, chodziłam smutna i zamyślona. Nawet nie
bardzo rozpoznając, dlaczego tak jest. Dopiero kiedy urodziła się Joasia moja
psychika zaczęła szaleć. Bałam się, że ktoś mi zabierze moje dziecko, jak pewnie
pamiętasz, zachowywałam się irracjonalnie. Potem to ucichło, ale ciągle,
patrząc na Joasię myślałam o tamtym, zabitym dziecku. W końcu to przerosło moje
siły i zdezerterowałam. Postanowiłam uciec od was, wszystko zmienić i ukryć się
choćby na końcu świata. Nie będę ci teraz opowiadała, co się dalej ze mną
działo. To może opowieść już na inny czas. Teraz powiedz mi coś o sobie. Jak
dawałeś sobie radę w takiej trudnej sytuacji? –
W
czasie, gdy Kasia opowiadała o swojej przeszłości Tadeusz nie patrzył na nią, tylko siedział w
milczeniu ze zwieszoną głową. Teraz podniósł się z fotela i zaczął spacerować
po pokoju.
- Jak sobie dawałem radę, pytasz. Może i
było trudno, ale miłość dziecka wynagradzała mi i nieprzespane noce, i uczenie
się z fachowych książek, jak się nią opiekować. Pomagała mi kochana ciocia
Amelia, na tyle, że mogłem pracować i zarabiać na nasze utrzymanie. Joanna
wyrasta na śliczną i mądrą kobietę, ma już ponad dwanaście lat, chętnie i
dobrze się uczy. Bardzo kochamy się wzajemnie. Ostatnio przytuliła mnie i
dziękowała, że zastępuję jej ciebie. To tyle. Teraz cię pożegnam. Mam kupiony
bilet powrotny na poranny lot. Myślę, że dobrze będzie, jeżeli zostaniesz sama.
To będzie twój czas na podjęcie decyzji. Asia nie wie, że cię odnalazłem i nie
powiem jej w przypadku, gdy zdecydujesz, że tutaj zostajesz. –
Tadeusz podszedł do żony i ucałował ją w
czoło. Na stoliku położył wizytówkę ze swoim adresem.
Po wyjściu, zamyślony, błąkał się po ulicach miasta w końcu zdecydował, że resztę nocy spędzi na lotnisku.
Po powrocie nie zastał Asi w domu, była tylko ciocia Amelia przygotowująca
obiad. Okazało się, że ukochana córeczka zapisała się do drużyny siatkówki
młodzików i dość często biegała na treningi. Ucieszył się z tego, bo już nieraz
martwił się, że będzie stroniła od rówieśników. Nazywał ją czasem
pieszczotliwie „Myszką”, z powodu zamykania się w swoim pokoju ze swoimi
książkami i laptopem. Mówił do niej:
- I znów moja Myszka siedzi w swojej
norce. Może wyjdziemy gdzieś na lody, albo do kina. –
- Tato, ty do kina? A jaki to film
wspólnie by nas zainteresował? – mówiła ze śmiechem.
Wiedział, że pisze swój dzienniczek i
czasem nawet przed wyjściem do szkoły biegnie do swojego pokoju, aby coś w nim
dopisać. Korciło go, żeby zajrzeć do jej tajemnic, ale nie robił tego, uważał,
że przekroczy wtedy rodzicielskie uprawnienia.
Zostało mu jeszcze kilka dni urlopu, a więc powrócił do pisania. Długo się zastanawiał zanim rozpoczął. Ważne było pierwsze zdanie, potem już treść jakoś sama układała się w zdarzenia i opisy faktów.
„Kolejnej nocy znowu nie wszyscy spali,
niektórzy rozmyślali, co zdarzy się jutro. Płakali i żałowali wszystkich swoich
grzechów. A była tych ludzi większość. Ledwie zaczęło świtać, a już wielu z
nich wyszło na ulice. I znowu spotkało ich wielkie zaskoczenie, gdyż na każdej
z ulic zobaczyli ustawione konfesjonały. Byli pewni, że nikt w nich nie siedzi,
ale jeden z odważniejszych zajrzał do środka i wykrzyknął: - Tam rzeczywiście
siedzi ksiądz, chyba nawet zakonnik. Wtedy ze wszystkich konfesjonałów odezwały
się głosy:
„- Przyjdźcie do zdroju
Miłosierdzia Bożego. On przebaczy wszystkie wasze winy i uleczy wszystkie
choroby. Tylko Mu zaufajcie.-”
Trudno opisać co potem
się działo. Ludzie na wyścigi zaczęli ustawiać się w kolejkach przed
konfesjonałami, a ci którzy już dostali rozgrzeszenie płakali z radości i
wzruszenia. Zaskoczeniem było, że na ich czołach pojawiły się maleńkie znaki
krzyża. I tak minął cały ten dzień. Noc była spokojna, dopiero nad ranem
odezwał się Głos:
„< Pocieszcie,
pocieszcie mój lud > - mówi wasz Bóg.
Głos się rozlega:
«Drogę dla Pana
przygotujcie na pustyni,
wyrównajcie na pustkowiu
gościniec naszemu Bogu!
Niech się podniosą wszystkie doliny,
a wszystkie góry i wzgórza obniżą;
równiną niechaj się staną urwiska,
a strome zbocza niziną gładką.
Wtedy się chwała Pańska objawi,
razem ją wszelkie ciało zobaczy,
bo usta Pańskie to powiedziały».”
Ludzie słuchali, ale
nie bardzo rozumieli, co do nich mówi Głos. Wydawało się, że to pocieszenie,
ale co znaczyły dalsze słowa nikt tak naprawdę nie pojął. Konfesjonały stały aż
do późnego wieczora, a cały czas były przy nich kolejki. Pojawiły się nawet
żołnierskie kuchnie wydające gorącą grochówkę, aby nie zasłabli ci długo
oczekujący na spowiedź. Gdy już zapadł zmrok znowu odezwał się Głos:
< Oto Pan Bóg
przychodzi z mocą
i ramię Jego dzierży władzę.
Oto Jego nagroda z Nim idzie
i przed Nim Jego zapłata.
Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie.>
Głos ucichł i już się więcej
nie odezwał.
Następnego dnia wrócili z delegacji
przedstawiciele Urzędu Miasta. Jakież było ich zdziwienie i przerażenie, gdy
zastali miasteczko zupełnie opuszczone, nie było w nim nie tylko mieszkańców,
ale także wszystkich domowych zwierząt i ptaków. Tego nie przewidzieli. Już
dotychczasowe zdarzenia referowane przedstawicielom władz w Warszawie
spowodowały ich konsternację i niedowierzanie. Wysłuchali co prawda cierpliwie relacji
o wydarzeniach w miasteczku, ale w odpowiedzi na skierowaną do nich prośbę o
pomoc tylko bezradnie rozkładali ręce.
Gdy członkowie
zespołu kryzysowego stwierdzili, że zostali w miasteczku zupełnie sami bali się
stokroć więcej niż przed wyjazdem. Naradzali się półgłosem obawiając się, że
ktoś z zaświatów może podsłuchiwać i postanowić, że oni również powinni zniknąć.
Zniknąć? Ale gdzie się wtedy znajdą? Nic nie rozumieli. W końcu jeden z nich
podniósł głowę spoglądając w niebo i szeptem powiedział:
- Popatrzcie w górę, jest
dzień, a świecą gwiazdy. Widzę, jak do nas mrugają, a jak jest ich dużo! Może to
oni, nasi mieszkańcy? Może dają nam sygnały. Tylko co te sygnały mogą oznaczać?
-"
Tu musiał przerwać pisanie, bo wróciła
Asia. Już bez żadnych oporów rzuciła mu się na szyję i powiedziała: - Tęskniłam
tatku, dobrze, że już wróciłeś. Ciocia Amelia jest bardzo kochana, ale z tobą
czuję się bezpieczniejsza. Czy są jakieś wieści o mamie? –
- Jeszcze trochę cierpliwości Asiu. I nie nastawiaj się
zbytnio, że rzeczywiście do nas wróci. Wiem, że bardzo tego chcesz, ale ta
sprawa nie zależy od naszego pragnienia. Ja też żyję nadzieją, ale staram się o
tym nie rozmyślać.
Życie rodzinne toczyło się bez specjalnych ważnych zdarzeń,
ale cały czas i on, i ona z nadzieją zaglądali do skrzynki na listy. Niestety,
wiadomość od Katarzyny nie nadchodziła.
Minęły już dwa miesiące od czasu wizyty Tadeusza w Mediolanie i powoli zaczynał on wątpić, że coś się pozytywnego wydarzy. Czas mijał nieubłaganie. Aż którejś niedzieli, gdy siedzieli razem przy stole w kuchni jedząc obiad zaskrzypiała furtka i zobaczyli, że obładowana bagażami kobieta zbliża się do drzwi domu. Tadeusz wyskoczył pierwszy i z radością powitał Katarzynę. Asia stanęła nieśmiało z boku i uśmiechając się czekała, kiedy ojciec oznajmi, że to jej mama wróciła. Powitanie matki i córki było skropione łzami, ale były to łzy radości.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
