poniedziałek, 20 lipca 2026

Uwaga, uwaga! Nadchodzi!

                                                   

                                                 
                                                     

    „Nikt nie przypuszczał, że stanie się to akurat tej nocy. Nie było żadnych alertów, ani choćby jakiejś wzmianki w social mediach. Nie ostrzegały ani gazety prorządowe, ani opozycyjne. Nawet głos Kościoła brzmiał cichutko, a i tak właściwie nikt go nie słuchał.              < - Uwaga, uwaga! Wszyscy do schronu! Uwaga, uwaga! Wszyscy do schronu! Uwaga! Schowajcie się do schronu! - >

     Głos przemieszczał się po wszystkich ulicach, placach, osiedlach i zaułkach. Ludzie byli przerażeni i pytali się jeden drugiego:

- A gdzie są schrony? Gdzie mamy się schować? Co się dzieje? Czy to koniec świata? –

Panika narastająca z każdą minutą sprawiła, że wzmógł się również chaos. Ludzie biegali szukając schronienia, potrącając się wzajemnie i złorzecząc. Tak zachowywała się większość. Byli jednak i tacy, którzy mimo panującej ciemności, ze spokojem, nie rozpychając się zbytnio, po prostu skierowali się w stronę rozległych pól i lasów otaczających miasto.

   Ci, którzy zostali stracili nadzieję, że uda im się bezpiecznie przetrwać ogłoszony alarm. Ale po około godzinie oczekiwania na to najgorsze, które miało nadejść, niektórzy mieszkańcy wyczerpani stresem udali się do swoich domów. Inni dyskutowali i kłócili się, skąd mógł pochodzić ostrzegawczy Głos i czemu dali się nabrać jakiemuś żartownisiowi.

    Gdy minęła kolejna godzina Głos powrócił. Był jeszcze bardziej przerażający. Tym razem wołał:

< - Oto nadchodzi! Kto nie ma pieczęci na czole zostanie odrzucony! Kto ma znamię bestii na ciele zostanie odrzucony! Uciekajcie do schronu! – > „  

     Właśnie zastanawiał się, jak dalej opisywać zdarzenie w swoim nowym opowiadaniu, kiedy usłyszał pukanie do drzwi i cichy głos córki:

- Tatusiu, czy mogę na chwilę do ciebie wejść? –

- Tak, tak – odpowiedział – może pomożesz mi przy pisaniu. –

Do pokoju weszła około dwunastoletnia dziewczynka i od razu usiadła ojcu na kolanach.

- Naprawdę pozwolisz mi pisać opowieść razem z tobą? Zawsze mnie odganiałeś i mówiłeś, że ci przeszkadzam. –

- Może teraz nadszedł już taki czas, że duża i mądra moja córeczka będzie razem ze mną wymyślać piękne opowieści. Czy zgadzasz się? - 

- No pewnie. Zawsze o tym marzyłam. A o czym dzisiaj piszesz? –

- O, to bardzo trudny temat. Zacząłem wyobrażać sobie, jak może wyglądać koniec świata i chciałbym opisać to, co podpowiada mi moja wyobraźnia. –

- Ale po co? Chcesz nastraszyć twoich czytelników? Zawsze mi tłumaczyłeś, że nie lubisz i nie oglądasz horrorów, bo kaleczą ci mózg. –

- No, wiesz. Koniec świata to dla jednych tragedia, a dla innych radość. Piszę po to, żeby czytelnicy mogli przemyśleć, którą opcję świadomie wybiorą. Teraz wymyślam, jak wytłumaczyć, co oznacza słowo „schron”. To znaczy, gdzie mogą się schronić przed zagładą. –

- Tatusiu, zawsze mi mówiłeś, że naszym obrońcą jest Bóg Ojciec, Jego Syn i Duch Święty. Nie możesz tego wprost napisać w opowiadaniu? –

- Nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Niektórzy nawet odrzucają możliwość istnienia Boga, inni się nad tym nie zastanawiają, jeszcze inni chodzą do kościoła, ale tak naprawdę, to nie wiedzą po co. A są jeszcze tacy, którzy wykorzystują religię, do realizowania swoich własnych interesów. Myślę też, że najtrudniej będzie znaleźć się w niebie  fanatykom, takim nienawidzącym ludzi inaczej myślących niż oni. Ale to za trudne dla ciebie do zrozumienia. Ja również nie wszystko rozumiem. Teraz może przerwijmy naszą miłą pogawędkę i zejdźmy na dół na kolację. Rozumiem, że lekcje masz już odrobione? –

- Pytasz mnie jakbym była małym dzieckiem. Oczywiście, że mam odrobione. Chodźmy już. –

     Zeszli do kuchni i z przyjemnością zaczęli wspólnie przygotowywać kolację. To był zawsze miły czas dla nich obojga. Po całym dniu mieli wiele ciekawych spraw do przekazania i omówienia, a przygotowane wspólnie jedzenie  bardzo im smakowało. Dzisiaj zamiast ciekawostek z całego dnia Asia postanowiła zapytać ojca o bardzo trudną sprawę, która nurtowała ją od dawna. Do tej pory ciągle obawiała się reakcji ojca i nie poruszała tego trudnego tematu.

 - Tatusiu, wiem, że mnie kochasz i tak wspaniale troszczysz się o mnie. Dziś postanowiłam zapytać cię, dlaczego moja mama odeszła i nas zostawiła? Czy to przeze mnie? Nie podobałam się jej? –

Ojciec długo milczał. W końcu wziął rękę Asi, przytulił do policzka i powiedział:

- Tak naprawdę, to do końca nie wiem. Nigdy się nie skarżyła, że jest jej ze mną źle. Nigdy nie powiedziała, że mnie nie kocha, ale nie mówiła mi również, że mnie kocha. Zawsze była bardzo tajemnicza, zatopiona w swoich myślach, nigdy się nie zwierzała. Raz tylko zaczęła mi opowiadać o swoim trudnym dzieciństwie, ale bez szczegółów. Była wtedy bardzo smutna. Kiedy się urodziłaś zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie. Trzymała cię w ramionach i nie dawała nikomu dotknąć. Właściwie cały czas leżała i tuliła cię. Nawet kiedy przyjechała twoja babcia, jej mama, nie potrafiła zrozumieć, że chcemy jej pomóc, jej i oczywiście tobie. Lekarz stwierdził, że ma depresję po porodzie i radził oddać was obie pod opiekę medyczną. Ale mama się nie zgodziła. Stopniowo dolegliwości ustępowały, w miarę jak stawałaś się radosnym niemowlęciem mama zaczęła zachowywać się prawie normalnie. Ale była ciągle smutna i często płakała. Kiedy już stawiałaś nieporadne, pierwsze kroki mama zaczęła wychodzić z tobą na samotne spacery. Nie chciała, abym wam towarzyszył. Ale ja ukradkiem chodziłem za wami śledząc was i pilnując, żeby nic wam nie zagroziło. –

Tu przerwał opowiadanie i zapytał:

- Kochanie, może przerwiemy na chwilę lub na dłużej. Pewnie trudno jest ci słuchać, a ja też się zmęczyłem tymi wspomnieniami. Jest dość późno, może chodźmy spać. –

- Dobrze, ale jeżeli mi obiecasz, że już jutro opowiesz mi co się potem wydarzyło – po namyśle odpowiedziała Asia.

- Okey, obiecuję. –  

    Po uprzątnięciu kuchni Tomasz nie poszedł od razu do swojej sypialni. Usiadł na ganku i zatopił się w myślach o swojej żonie, ale też o dalszym ciągu swojego opowiadania. Dawno nie wspominał Katarzyny, zatęsknił do niej i bardzo się wzruszył. Postanowił, że na nowo będzie jej poszukiwał przez różne organizacje pomocowe. Minęło już co prawda dziewięć lat od kiedy odeszła, ale może w jakiś cudowny sposób ją odnajdzie.

Usłyszał tupanie po schodach i za chwilę przytuliła się do niego Asia. Cicho powiedziała:

- Tatusiu, bardzo cię kocham. Dziękuję ci, że tak wspaniale zastępujesz mi mamę, jesteś dla mnie i tatą, i mamą. Dobranoc.

Asia pobiegła z powrotem do siebie, jakby wstydziła się swojego wyznania.

Tomasz odwrócił się, żeby jej odpowiedzieć, ale już jej nie było. Postanowił, że będzie dziś długo pisać i już wiedział, co dalej napisze. 

„Ale tym razem mieszkańcy miasta mieli pozatykane uszy,  ukryli się już w swoich domach i ulice były puste. Mimo tego Głos dalej wołał:

< - Kto krzywdzi, niech jeszcze krzywdę wyrządzi i plugawy niech się jeszcze splugawi, a sprawiedliwy niech jeszcze wypełni sprawiedliwość, a święty niechaj się jeszcze uświęci. Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze mną, by każdemu odpłacić, jaka jest jego praca. - >

Okazało się, że Głos docierał do nich mimo zatkanych uszu, tak że wszyscy trzęśli się ze strachu. Znowu wyszli na ulicę szukając tego, kto tak przerażająco wołał. Ale nikt im się nie ukazał.

W końcu jeden z odważniejszych zaczął krzyczeć zwracając się do tego niewidocznego Głosu:

- Nie strasz nas, tylko powiedz, co mamy robić? Gdzie jest ten schron? –

Ale Głos dłuższą chwilę milczał. W końcu zagrzmiało coś przypominającego odgłos pioruna, a na wieży kościoła pojawiło się oślepiające światło. Nie widać było żadnego reflektora, a jednak światło przemieszczało się i oświetlało twarze zgromadzonych ludzi. Znów strach padł na mieszkańców i wzmógł się, kiedy do ich uszu dotarł znowu potężny dźwięk Głosu, który wołał:

< Niech wszyscy usłyszą:

 - Obmyjcie się we Krwi Baranka. W Sercu Jezusa, jest wasze schronienie. On to przyjdzie niebawem i osądzi wszystkie narody, plemiona, rodziny i ludzi samotnych. Osądzi z miłości i miłosierdzia. On jest Alfą i Omegą. Amen. >

     Po tych słowach światło zgasło i nie słychać już było żadnego dźwięku. Zgromadzeni powoli zaczęli się rozchodzić.

    Gdy nastał poranek ludzie budzili się ze wspomnieniem zdarzeń minionej nocy i zastanawiali się, czy to rzeczywiście był Głos z zaświatów, czy była to jakaś sztuczka kuglarska. Większość mieszkańców uwierzyła, że było to ostrzeżenie przed nadchodzącym Sądem Bożym. Ale było też trochę takich, którzy udawali, że nic takiego się nie stało, podrwiwali sobie, lecz w głębi duszy czuli niepokój.

   Dzień mijał spokojnie. Większość ludzi udała się do swoich zajęć, sklepy były otwarte, również szkoły i przedszkola. Życie toczyło się, jak gdyby nic się w nocy nie wydarzyło. Wrócili do miasteczka ci, którzy oddalili się do pobliskich wiosek i lasu. Tylko patrole policyjne krążyły po ulicach częściej niż zwykle.

Zadziwieni i zasmuceni byli jedynie emeryci i ci, którzy pozostali w domach. Po włączeniu telewizorów okazało się, że zniknęły wszystkie programy, wyświetlał się jedynie obraz wielkiego wzgórza z olbrzymim krzyżem na jego wierzchołku. Zaczęto wydzwaniać do znajomych z informacją o tym fakcie, a oni potwierdzali, że ich odbiorniki przekazują to samo. Wygasły wszystkie aparaty komórkowe i zaniepokojenie ogarnęło szczególnie młodzież i kobiety niepracujące. Niektórzy nawet głośno przeklinali i złorzeczyli operatorom sieci, bo uważali, że to ich działanie lub brak działania spowodował awarię.

     Znowu miasteczko ogarnęło ogólne zamieszanie i znowu sporo ludzi opuściło swoje mieszkania. Niektórzy wnikliwie wpatrywali się w wieżę kościoła, sądząc, że pojawi się jakiś komunikat, że odezwie się Głos. Ale nic takiego się nie nastąpiło. Najgorsze było to, że z powodu braku internetu stopniowo przestały działać banki i inne instytucje związane z koniecznością korzystania z łączności internetowej.  

Zaczęto podejrzewać, że te wszystkie nocne zdarzenia i trwająca blokada internetu są spowodowane przez wrogie państwo, chcące zawładnąć miasteczkiem. Jeszcze nie dopuszczano myśli o działaniu nadzwyczajnych mocy. Dopiero, kiedy księża wikariusze razem z proboszczem parafii pokazali się na ulicach i głośno nawoływali do nawrócenia, ludzie zorientowali się, że Czas nadszedł. Byli zaskoczeni, że ich pasterze, chowający się w większości w swoich mieszkaniach w domu parafialnym, dziś wyszli głośno ostrzegać ich przed tym, co nadchodzi. Wszyscy byli bardzo poruszeni i niespokojni. Było jednak kilkanaście osób, które uspokajały tych najbardziej przestraszonych i mówiły:

- Nie bójcie się. Rzućcie się w otchłań Miłosierdzia Bożego. Nie osądzajcie sami siebie, to Bóg was osądzi, a On jest samą Miłością. Jeżeli zwrócicie się do Niego nie odrzuci was. Wszyscy jesteśmy przecież Jego dziećmi. Tylko porzućcie wszystkie wasze bożki, szczególnie komputery, komórki, tablety i laptopy, do których modlicie się przez całe dnie, a nawet w czasem w nocy. Zostały one wyłączone, a to znak, że ich nadużywanie nie podoba się Bogu. –

   Jednak większość mieszkańców szukała pomocy w Urzędzie Burmistrza i nawet głośno wykrzykiwała, dlaczego nic z tym nie robi, dlaczego nie interweniuje w Warszawie, nie zwraca się do rządu i prezydenta.

- Panie Burmistrzu, nie możemy tak żyć bez łączności ze światem, nie możemy pracować, ani się uczyć. Nawet banki nie działają. –

  W końcu zdenerwowany Burmistrz wyszedł na balkon i powiedział głośno:

- Drodzy mieszkańcy, jak możecie mi zarzucać, że nic nie robię, kiedy sami wiecie, że brak jest łączności. Więc jak mam powiadomić Warszawę o tej całej sprawie? Właśnie mamy naradę wszystkich odpowiedzialnych za stan kryzysowy i wyznaczyliśmy osoby, które pojadą jutro rano do stolicy, aby prosić o pomoc. -„

Wieść ta rozeszła się po całym miasteczku. Szeptano: dopiero jutro wyjadą, więc nie wiadomo, kiedy przyjmą ich odpowiedni urzędnicy i że to wszystko może się przedłużać w nieskończoność. Byli bardzo niezadowoleni.

Następnego dnia doszło kolejne niespotykane zdarzenie. Na wszystkich ulicach znikły nazwy, natomiast pojawiły się tablice wszędzie z jednakową treścią:

                                           

       I znowu w środku kolejnej nocy usłyszeli wołanie Głosu:

„Uwaga, uwaga! Nadchodzi, by osądzić ziemię! Wołajcie do Boga, wołajcie głośno:

Ojcze Wszechmogący, zgrzeszyliśmy przeciw Tobie, nie jesteśmy godni nazywać się Twoimi dziećmi.
Zniszczyliśmy i niszczymy dalej ten cudowny świat,
który dla nas stworzyłeś.
Zatruwamy morza i rzeki, trujemy powietrze i samych siebie,
zobojętniały nasze serca na płacz głodnych, szczególnie dzieci,
na krzyki gwałconych i bitych kobiet, na potworności wojen
i wszelkiej przemocy. Zamiast Ciebie czcimy bałwany: pieniądze, władzę, idoli, uzależnienia i sami dla siebie staliśmy się bogami. Zasłużyliśmy na Twój gniew przez naszą pychę i samowystarczalność.
Zlituj się nad nami przez wzgląd na cierpienia i mękę

                        Twojego Syna,

 na modlitwy i ofiary Twoich wybranych.
Przebacz nam i ześlij Twoją pomoc, ześlij ratunek dla świata!!! Jeszcze ten raz ulituj się nad nami!!!”

 

    Na tym zakończył pisanie zdziwiony, że już jest tak późna godzina. Przed ułożeniem się do spania zajrzał jeszcze do pokoju Asi i okrył ją szczelniej kołdrą. Uśmiechnął się sam do siebie i z czułością pomyślał jak śliczną i kochaną ma córkę. 

     Ten poranek był dla Asi najzwyklejszym porankiem, takim jak tysiące wcześniejszych: szybka toaleta, szybkie śniadanie, biegiem do autobusu i w pośpiechu do klasy. Była spokojna, przygotowana do lekcji, ale gdzieś zza głowy pojawiały się trudne myśli: czego dowie się dzisiaj o swojej mamie. Nigdy nie skarżyła się ojcu, nie okazywała, że czasem w nocy płacze. Była jednak pewna, że on to czuje i może nawet słyszy przez drzwi jej pochlipywanie. Z tego zamyślenia wyrwał ją głos nauczycielki zwracający się wprost do niej:

- Asiu, chyba nie jesteś tutaj z nami? Czy słyszałaś, co mówiłam przed momentem? Jaki będzie temat dzisiejszej lekcji? –

Asia zwiesiła głowę i powiedziała:

- Przepraszam, mam trochę problemów i nie zostawiłam ich za drzwiami, tylko przyniosłam ze sobą do klasy. Już będę uważała. –

Ale co innego chcieć, a co innego móc. Niestety już do końca lekcji Asia była trochę rozproszona i cieszyła się, że pani o nic jej nie pyta. Pewnie znając sytuację rodzinną dziewczynki pozostawiła ją w spokoju. Jednak po zakończeniu lekcji poprosiła Asię o rozmowę na temat jej problemów. Ale dziewczynka nie chciała się zwierzać i powiedziała, że to jej tajemnica i że może kiedyś będzie mogła powiedzieć.

Nauczycielka zaczęła podejrzewać, że coś niedobrego dzieje się w Asi układach z ojcem. Pomyślała nawet, że może krzywdzi on w jakiś sposób swoją córkę. Zdecydowała, że powie o tej sytuacji dyrektorce szkoły. No i się zaczęło. Najpierw spotkanie Asi z pedagogiem szkolnym oraz terapeutą dzieci krzywdzonych. Potem wezwanie ojca do szkoły na rozmowę do dyrektorki. Bardzo to było frustrujące, a nawet oburzające i krzywdzące dla nich obojga. Ale po rozmowach sprawa ucichła i kierownictwo szkoły uznało, że nie będzie nadawać tej sprawie dalszego biegu.

Niestety, piękna miłość, która łączyła ojca z córką została zakłócona. Szczególnie ojciec zaczął uważać, czy nie nazbyt czule przytula i całuje Asię. A ona tylko domyślała się, że powodem odsunięcia się od niej ojca było to okropne podejrzenie. Postanowili oboje, że od września Asia zmieni szkołę, w której nikt już nie będzie jej podejrzliwie  obserwował. Tadeusz postanowił, że na wakacje wyjadą w daleką podróż po kurortach i sanktuariach zachodniej Europy mając nadzieję, że po powrocie zapomną o stresującym zdarzeniu.

Wynikiem tej niesmacznej sprawy była również przerwa w pisaniu opowiadania. Kilkakrotnie próbował coś napisać, ale myśli umykały, nawet to, co już napisał wydawało mu się miałkie i niepotrzebne.

Pomyślał:

- „ Pewnie tak ma być, pewnie muszę jeszcze przemyśleć ten trudny temat.”-

   Minęły wakacje spędzone we wspaniałej podróży. Mnóstwo wrażeń i wielu ciekawych ludzi spotykanych w trasie, których zabierali „na stopa” sprawiło, że zapomnieli o dręczącej sprawie pomówień. Odwiedzali muzea, parki, kościoły, piękne plaże we Francji, Hiszpanii i Portugalii. Ale przede wszystkim zatrzymywali się w słynnych Sanktuariach.

Byli w Montserrat, gdzie wysoko w górach zbudowano Sanktuarium Czarnej Madonny. Zatrzymali się na dłużej w Lourdes, gdzie czczona jest Matka Boża Uzdrowienia Chorych. Pojechali także do Fatimy i tam również, na kolanach prosili oboje w tej samej intencji: o odnalezienie żony i matki. Gdy więc po powrocie, w przeglądanej korespondencji, znaleźli odpowiedź jednej z organizacji zajmującej się poszukiwaniem zaginionych osób, byli przekonani, że ich modlitwy zostały wysłuchane. W liście nie było zbyt dużo informacji, natomiast było zaproszenie do siedziby biura, gdzie będą próbowali odnaleźć dokumenty sprzed kilku lat, zawierające więcej szczegółów.

Tadeusz natychmiast skontaktował się z biurem i umówił termin spotkania. Asia bardzo prosiła ojca, aby pozwolił jej jechać razem z nim. Ale stanowczo odmówił, twierdząc, że jej obecność nie tylko zakłóci poszukiwania, ale przedstawiciele biura mogą odmówić udostępnienia informacji z powodu obecności nieletniej.

- Zrozum to, kochanie. Poproszę ciocię Amelię, aby pobyła z tobą. Wiesz, że bardzo cię kocha i będzie na pewno się starała, aby ci było z nią dobrze. -

      W biurze czekała na Tadeusza bardzo miła, starsza pani z plikiem dokumentów w ręku. Po przywitaniu powiedziała:

- Cieszę się, że wznowił pan poszukiwania żony. Wiele mamy przypadków, gdy osoba poszukująca znajdzie sobie innego partnera życiowego i przestaje się interesować sprawą odnalezienia zagubionej. Mam dla pana wiadomości sprzed dwóch lat. Nie jesteśmy do końca pewni, że to pańska żona, ale wiele szczegółów na to wskazuje. Otóż: mamy ślad pobytu w szpitalu psychiatrycznym kobiety w wieku pana żony, która zgłosiła się sama na leczenie, twierdząc, że ma zupełny zanik pamięci. Nie pamiętała, jak się nazywa i gdzie mieszka. Przebywała w szpitalu około dwóch miesięcy, stwierdzono, że jest zupełnie zdrowa z wyjątkiem braku świadomości dotyczącej jej przeszłości. Po dwóch miesiącach odbyła się rozprawa sądowa i przyznano jej nowe nazwisko, wydano dowód i inne zaświadczenia pozwalające na podjęcie pracy. Ale dostała nakaz zgłaszania się, co trzy miesiące, do ustalonego przez sąd kuratora, z informacją, gdzie przebywa i czy radzi sobie w samodzielnym życiu. Ostatnią informację sąd otrzymał dwa tygodnie temu. Ta kobieta przebywa za granicą, konkretnie we Włoszech, tam została zatrudniona w restauracji jako kucharka. Niestety, nie mogę podać panu adresu bez pozwolenia sądu. O taką informację musi pan wystąpić do sądu sam. –

- Czy to może długo potrwać? Mam już niewiele dni urlopu,  mam też dwunastoletnią córkę, której niedługo kończą się wakacje. –

- Tego nie wiem, ale zadzwonię do sekretariatu i zapytam. Wiem, że dla tego typu spraw starają się skracać terminy. –

     Niestety, okazało się, że czas oczekiwania na decyzję może wynieść nawet miesiąc. Tadeusz bardzo się zasmucił, ale skierował się do budynku sądu i złożył stosowne pismo. W drodze powrotnej do domu zastanawiał się, jak powiedzieć Asi o tym, czego się dowiedział. Obawiał się jej emocjonalnej reakcji. Postanowił nie przekazywać szczegółów rozmowy z panią w organizacji, jedynie wspomnieć o konieczności miesięcznego oczekiwania na decyzję sądu w sprawie odtajnienia dokumentów.

   Gdy już po powrocie wybiegła do niego do bramy głośno wołając:

- I jak tatku? Masz dobre wiadomości o mamie? –

Odpowiedział:

- Jest nadzieja, jest nadzieja. Ale nadal musimy być cierpliwi i odczekać około miesiąca na zgodę w sprawie odtajnienia dokumentów. –

- Ja nie dam rady tak długo czekać. Dlaczego oni są tacy bezduszni? Przecież wiedzą, jak nam bardzo zależy, aby być od nowa rodziną. –

- Niestety, nic na to nie poradzę. –

    W głębi duszy Tadeusz obawiał się, że Katarzyna albo go nie pozna, albo będzie udawała, że nie poznaje i nie zechce wrócić. Jaka byłaby to tragedia dla Asi, gdyby wiedziała, że odnalazł jej mamę, a ona nie zechciałaby jej poznać i zamieszkać z nimi. Dlatego nie wtajemniczał córki w szczegóły, które były mu wiadome.

     Zezwolenie z sądu przyszło dość szybko. Było w nim podane nowe imię i nazwisko Katarzyny oraz dwa adresy: do jej miejsca zamieszkania i do restauracji, w której była zatrudniona. Oba adresy wskazywały, że przebywała na terenie Włoch. Tadeusz ukrył ten fakt przed Asią, a sam poprosił w pracy o tygodniowy urlop i zabukował bilet na najbliższy lot do Mediolanu. Asi powiedział, że jedzie w delegację, ale ona nie bardzo w to uwierzyła.

     Tadeusz znał język angielski, jak sam mówił: „na trzy minus”, ale przebywając wiele razy za granicą jakoś dogadywał się w hotelach, czy sklepach. We Włoszech nigdy nie był, ale uznał, że warto wziąć ze sobą słownik tego języka i zapisać sobie kilka podstawowych, niezbędnych zwrotów.

    Gdy już znalazł się w centrum Mediolanu, posługując się szczegółową mapą, odnalazł najpierw restaurację, w której miała pracować Katarzyna. Postanowił zjeść tam obiad i rozejrzeć się, a nuż jego żona będzie w pracy. Zdecydował, że zapyta miłą dziewczynę przy barze, czy zna Angelikę Mors. Ona uśmiechnęła się i zawołała w stronę kuchni:

- Angela, vieni qui, qualcuno ti cerca! –

- Arrivo subito – odpowiedział głos zza kuchennych drzwi.

    Po chwili wyszła kobieta w białym czepku kucharskim na głowie, zaciekawiona, kto o nią pyta. Kiedy zobaczyła Tadeusza zakręciła się na pięcie i znikła za drzwiami. Za chwilę jednak ukazała się ponownie, już bez czepka i białego fartucha.

Zwróciła się do Tadeusza po polsku:

- Znalazłeś mnie? Po tylu latach? Po co mnie odnalazłeś? Przecież zraniłam cię i uciekłam, jak jakiś przestępca. Nie sądzę, żebyś mi wybaczył to, co zrobiłam. Chodźmy stąd, dostałam pół godziny wolnego. –

Tadeusz do tej pory nie odezwał się ani słowem, dopiero gdy przeszli w milczeniu dwie przecznice, zatrzymał się, spojrzał Katarzynie w oczy i powiedział:

- Nie mam ci co wybaczać. Wybrałaś wolność i muszę to zaakceptować. Ale bardzo cię potrzebujemy, oboje z Asią. Ona marzy o spotkaniu z tobą, a w ogóle to oboje bardzo za tobą  tęsknimy. Kasiu, nie będę cię wypytywał, co się takiego stało, że odeszłaś. To było tak dawno i nie warto tego wspominać. Bardzo chcemy, abyś wróciła. Asia jest w takim wieku, w którym szczególnie potrzebuje matki. –

Zauważył, że ona bardzo się wzruszyła, a jej oczy były pełne łez. Powiedziała:

- Chodź, siądziemy tam w parku na ławce. To głupio tak tutaj stać. –

Gdy już usiedli Tadeusz nieśmiało ujął jej rękę i powiedział:

- Nigdy cię nie oskarżałem, a szczególnie przed Asią. Ona jest przekonana, że gdy cię odnajdę zamieszkasz z nami i znowu będziemy rodziną. Co prawda minęło już dziewięć lat, których nie nadrobimy, ale możemy zacząć od nowa. –

- Co to dla ciebie znaczy „od nowa”? Nie wiesz, dlaczego chciałam uciec od was. Chciałam już nie żyć, ale spotkałam starszego kapłana, który mi wytłumaczył, dlaczego musimy chronić nasze życie. Ono nie należy do nas, jesteśmy dziećmi Boga i do Niego należymy. Nie odpowiem ci dzisiaj, jaką podejmę decyzję. Jeżeli poczekasz na mnie aż skończę pracę, może opowiem ci czemu uciekłam. Możesz przyjść po mnie, to jeszcze dwie godziny do końca. A teraz muszę wracać. –

    Tadeusz siedział jeszcze chwilę na ławce zastanawiając się, jak formalnie wyglądałby powrót Kasi do domu. Ma przecież inne imię i nazwisko, czy musieliby drugi raz zawierać małżeństwo? Bardzo byłoby to skomplikowane, ale przecież nie niemożliwe. Był już prawie przekonany, że Kasia zgodzi się wrócić.

     Wstał z ławki i zerknął na mapę, aby sprawdzić, jak daleko jest do słynnej Mediolańskiej Katedry. Okazało się, że może tam dojść w piętnaście minut, więc udał się w jej stronę szybkim krokiem. Rzeczywiście, obiekt był imponujący. Inaczej oglądało się go na zdjęciach w komputerze, a zupełnie inaczej Katedra prezentowała się, gdy stał przed nią i w zachwyceniu podziwiał każdy szczegół przepięknej fasady. Miał wielkie szczęście, bo akurat w jej wnętrzu odprawiana była Msza Święta i mógł wejść bez rezerwacji i opłaty za wstęp. Ucieszył się, że akurat w tym czasie oczekiwania na ważną w jego życiu wiadomość może spotkać się z Panem Jezusem, oddać mu swój trudny problem i przyjąć Go w Komunii Świętej.

Po zakończonej Eucharystii długo jeszcze klęczał w milczeniu przed Najświętszym Sakramentem. O nic nie prosił, tylko oddawał wszystkie sprawy woli Bożej.  

    Gdy wyszedł, nieomal biegiem skierował się przed wejście do lokalu, w którym pracowała Kasia. Zobaczył z daleka, że czeka już na niego i jeszcze bardziej przyspieszył kroku.

Uśmiechała się do niego, więc przyjął to za dobry znak. Zdyszany tłumaczył się z małego spóźnienia:

- Wybacz, ale byłem w Katedrze na Mszy, prosiłem Pana Boga, aby pomógł ci w podjęciu decyzji. Tego lata byliśmy z Asią w znanych europejskich Sanktuariach i prosiliśmy o pomoc w znalezieniu ciebie. I nasza modlitwa została wysłuchana. –

- A ty dalej taki „rozmodlony”? Ja odsunęłam się od Boga, nie potrafię uwierzyć, że może mi przebaczyć to, co zrobiłam. –

- Kasiu, jeżeli ja ci wybaczyłem, to tym bardziej Miłosierny Bóg. Można próbować naprawić swoje błędy i żyć szczęśliwie dalej. –

- Ale ty nawet nie wiesz, jaki był powód mojej ucieczki. –

- Już ci mówiłem, że nie jest to dla mnie istotne. Ważne są dni, które są przed nami. –

Nagle Katarzyna zmieniła temat i zapytała:

- W którym hotelu się zatrzymałeś? Może jest tam jakaś knajpka, w której moglibyśmy usiąść. Bolą mnie nogi po całym dniu pracy. –

- Nie zdążyłem jeszcze zarezerwować hotelu. Kiedy otrzymałem wiadomość o miejscu twojego pobytu natychmiast wsiadłem w samolot. Jest ciepło, więc mogę przespać się na ławce w parku, gdyby były kłopoty ze znalezieniem noclegu. –

- Kłopoty? – zaśmiała się Kasia. Aby znaleźć miejsce w hotelu trzeba je rezerwować co najmniej miesiąc wcześniej. Tak się do mnie spieszyłeś Tadziu? –

- Nie wierzysz mi? –

- Wierzę, jestem nawet wzruszona. No, to nie mamy wyjścia, chodźmy do mnie. Mam dwa pokoje, więc nie będzie problemu ze spaniem – z uśmiechem powiedziała Kasia.

     Ale tej nocy nie spali. Najpierw Kasia wyjawiła swój sekret.

Była bardzo poruszona i często przerywała opowieść.

- Gdy miałam około siedemnastu lat głupio i niepotrzebnie zaprzyjaźniłam się z chłopakiem trochę starszym ode mnie, który od dawna chodził za mną. Kiedyś wymusił na mnie, abym mu się oddała. Może nie był to gwałt, ale łagodne przymuszenie. Zerwałam z nim po tym fakcie obawiając się konsekwencji. Ale wystarczył ten jeden raz, aby zajść w ciążę. Moi rodzice, jak już ci kiedyś mówiłam, oboje byli alkoholikami i niezbyt się mną interesowali. Jednak musiałam im powiedzieć o moim problemie, bo przecież mieszkaliśmy razem, byłam jeszcze nieletnia. Bardzo szybko załatwili mi prywatną wizytę u ginekologa, a pan doktor dość szybko usunął mój „problem”. I znowu zostałam przymuszona, bo rodzice nawet mnie nie zapytali, czy przypadkiem nie chcę urodzić tego dziecka. Znałeś mnie dobrze i czułeś, że coś jest ze mną nie tak. Nie potrafiłam się cieszyć, chodziłam smutna i zamyślona. Nawet nie bardzo rozpoznając, dlaczego tak jest. Dopiero kiedy urodziła się Joasia moja psychika zaczęła szaleć. Bałam się, że ktoś mi zabierze moje dziecko, jak pewnie pamiętasz, zachowywałam się irracjonalnie. Potem to ucichło, ale ciągle, patrząc na Joasię myślałam o tamtym, zabitym dziecku. W końcu to przerosło moje siły i zdezerterowałam. Postanowiłam uciec od was, wszystko zmienić i ukryć się choćby na końcu świata. Nie będę ci teraz opowiadała, co się dalej ze mną działo. To może opowieść już na inny czas. Teraz powiedz mi coś o sobie. Jak dawałeś sobie radę w takiej trudnej sytuacji? –

   W czasie, gdy Kasia opowiadała o swojej przeszłości  Tadeusz nie patrzył na nią, tylko siedział w milczeniu ze zwieszoną głową. Teraz podniósł się z fotela i zaczął spacerować po pokoju.

- Jak sobie dawałem radę, pytasz. Może i było trudno, ale miłość dziecka wynagradzała mi i nieprzespane noce, i uczenie się z fachowych książek, jak się nią opiekować. Pomagała mi kochana ciocia Amelia, na tyle, że mogłem pracować i zarabiać na nasze utrzymanie. Joanna wyrasta na śliczną i mądrą kobietę, ma już ponad dwanaście lat, chętnie i dobrze się uczy. Bardzo kochamy się wzajemnie. Ostatnio przytuliła mnie i dziękowała, że zastępuję jej ciebie. To tyle. Teraz cię pożegnam. Mam kupiony bilet powrotny na poranny lot. Myślę, że dobrze będzie, jeżeli zostaniesz sama. To będzie twój czas na podjęcie decyzji. Asia nie wie, że cię odnalazłem i nie powiem jej w przypadku, gdy zdecydujesz, że tutaj zostajesz.  –

Tadeusz podszedł do żony i ucałował ją w czoło. Na stoliku położył wizytówkę ze swoim adresem.

Po wyjściu, zamyślony, błąkał się po ulicach miasta w końcu zdecydował, że resztę nocy spędzi na lotnisku. 

    Po powrocie nie zastał Asi w domu, była tylko ciocia Amelia przygotowująca obiad. Okazało się, że ukochana córeczka zapisała się do drużyny siatkówki młodzików i dość często biegała na treningi. Ucieszył się z tego, bo już nieraz martwił się, że będzie stroniła od rówieśników. Nazywał ją czasem pieszczotliwie „Myszką”, z powodu zamykania się w swoim pokoju ze swoimi książkami i laptopem. Mówił do niej:

- I znów moja Myszka siedzi w swojej norce. Może wyjdziemy gdzieś na lody, albo do kina. –

- Tato, ty do kina? A jaki to film wspólnie by nas zainteresował? – mówiła ze śmiechem.

Wiedział, że pisze swój dzienniczek i czasem nawet przed wyjściem do szkoły biegnie do swojego pokoju, aby coś w nim dopisać. Korciło go, żeby zajrzeć do jej tajemnic, ale nie robił tego, uważał, że przekroczy wtedy rodzicielskie uprawnienia.

Zostało mu jeszcze kilka dni urlopu, a więc powrócił do pisania. Długo się zastanawiał zanim rozpoczął. Ważne było pierwsze zdanie, potem już treść jakoś sama układała się w zdarzenia i opisy faktów.   

    „Kolejnej nocy znowu nie wszyscy spali, niektórzy rozmyślali, co zdarzy się jutro. Płakali i żałowali wszystkich swoich grzechów. A była tych ludzi większość. Ledwie zaczęło świtać, a już wielu z nich wyszło na ulice. I znowu spotkało ich wielkie zaskoczenie, gdyż na każdej z ulic zobaczyli ustawione konfesjonały. Byli pewni, że nikt w nich nie siedzi, ale jeden z odważniejszych zajrzał do środka i wykrzyknął: - Tam rzeczywiście siedzi ksiądz, chyba nawet zakonnik. Wtedy ze wszystkich konfesjonałów odezwały się głosy:

„- Przyjdźcie do zdroju Miłosierdzia Bożego. On przebaczy wszystkie wasze winy i uleczy wszystkie choroby. Tylko Mu zaufajcie.-”

Trudno opisać co potem się działo. Ludzie na wyścigi zaczęli ustawiać się w kolejkach przed konfesjonałami, a ci którzy już dostali rozgrzeszenie płakali z radości i wzruszenia. Zaskoczeniem było, że na ich czołach pojawiły się maleńkie znaki krzyża. I tak minął cały ten dzień. Noc była spokojna, dopiero nad ranem odezwał się Głos:

„< Pocieszcie, pocieszcie mój lud > - mówi wasz Bóg.

Głos się rozlega:

 «Drogę dla Pana
przygotujcie na pustyni,
wyrównajcie na pustkowiu
gościniec naszemu Bogu!
 Niech się podniosą wszystkie doliny,
a wszystkie góry i wzgórza obniżą;
równiną niechaj się staną urwiska,
a strome zbocza niziną gładką.
 Wtedy się chwała Pańska objawi,
razem ją wszelkie ciało zobaczy,
bo usta Pańskie to powiedziały».”

Ludzie słuchali, ale nie bardzo rozumieli, co do nich mówi Głos. Wydawało się, że to pocieszenie, ale co znaczyły dalsze słowa nikt tak naprawdę nie pojął. Konfesjonały stały aż do późnego wieczora, a cały czas były przy nich kolejki. Pojawiły się nawet żołnierskie kuchnie wydające gorącą grochówkę, aby nie zasłabli ci długo oczekujący na spowiedź. Gdy już zapadł zmrok znowu odezwał się Głos:

< Oto Pan Bóg przychodzi z mocą
i ramię Jego dzierży władzę.
Oto Jego nagroda z Nim idzie
i przed Nim Jego zapłata.
 Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie.>

Głos ucichł i już się więcej nie odezwał.

     Następnego dnia wrócili z delegacji przedstawiciele Urzędu Miasta. Jakież było ich zdziwienie i przerażenie, gdy zastali miasteczko zupełnie opuszczone, nie było w nim nie tylko mieszkańców, ale także wszystkich domowych zwierząt i ptaków. Tego nie przewidzieli. Już dotychczasowe zdarzenia referowane przedstawicielom władz w Warszawie spowodowały ich konsternację i niedowierzanie. Wysłuchali co prawda cierpliwie relacji o wydarzeniach w miasteczku, ale w odpowiedzi na skierowaną do nich prośbę o pomoc tylko bezradnie rozkładali ręce.

    Gdy członkowie zespołu kryzysowego stwierdzili, że zostali w miasteczku zupełnie sami bali się stokroć więcej niż przed wyjazdem. Naradzali się półgłosem obawiając się, że ktoś z zaświatów może podsłuchiwać i postanowić, że oni również powinni zniknąć. Zniknąć? Ale gdzie się wtedy znajdą? Nic nie rozumieli. W końcu jeden z nich podniósł głowę spoglądając w niebo i szeptem powiedział:

- Popatrzcie w górę, jest dzień, a świecą gwiazdy. Widzę, jak do nas mrugają, a jak jest ich dużo! Może to oni, nasi mieszkańcy? Może dają nam sygnały. Tylko co te sygnały mogą oznaczać? -"  

      Tu musiał przerwać pisanie, bo wróciła Asia. Już bez żadnych oporów rzuciła mu się na szyję i powiedziała: - Tęskniłam tatku, dobrze, że już wróciłeś. Ciocia Amelia jest bardzo kochana, ale z tobą czuję się bezpieczniejsza. Czy są jakieś wieści o mamie? –

- Jeszcze trochę cierpliwości Asiu. I nie nastawiaj się zbytnio, że rzeczywiście do nas wróci. Wiem, że bardzo tego chcesz, ale ta sprawa nie zależy od naszego pragnienia. Ja też żyję nadzieją, ale staram się o tym nie rozmyślać.

Życie rodzinne toczyło się bez specjalnych ważnych zdarzeń, ale cały czas i on, i ona z nadzieją zaglądali do skrzynki na listy. Niestety, wiadomość od Katarzyny nie nadchodziła.

Minęły już dwa miesiące od czasu wizyty Tadeusza w Mediolanie i powoli zaczynał on wątpić, że coś się pozytywnego wydarzy. Czas mijał nieubłaganie. Aż którejś niedzieli, gdy siedzieli razem przy stole w kuchni jedząc obiad zaskrzypiała furtka i zobaczyli, że obładowana bagażami kobieta zbliża się do drzwi domu. Tadeusz wyskoczył pierwszy i z radością powitał Katarzynę. Asia stanęła nieśmiało z boku i uśmiechając się czekała, kiedy ojciec oznajmi, że to jej mama wróciła. Powitanie matki i córki było skropione łzami, ale były to łzy radości. 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx