poniedziałek, 17 stycznia 2011

Kiedy przyjdzie Miłość prawdziwa...

A kiedy wszystko traci sens, zapadamy się w nicość,
i miłości w nas nie ma i znika radość,
nie wiemy dokąd iść i gdzie odnaleźć siebie,
wtedy trzeba wołać: "Marana tha" "Przyjdź Panie."
A wtedy On przychodzi, przychodzi w łagodnej ciszy,
ze Swoją miłością, ze Swoją propozycją na nasze życie.
Nigdy się nie narzuca, tylko chce nas utulić.
A my? Uciekamy, bronimy się, zaprzeczamy Jego istnieniu.
Nie odrzucajmy Go, bo On jest tą Miłością najprawdziwszą,
na którą czekaliśmy, której pragniemy,
która nas wyprowadza z ciemności do przedziwnego Światła.

"Błogosławiony jesteś, Panie, który nam dajesz początek i wzrost wiary,
Ty nas wezwałeś z ciemności do swojego przedziwnego światła.
Ty otwierałeś oczy niewidomych i słuch przywracałeś głuchym,
- zaradź naszemu niedowiarstwu.
Spraw abyśmy zawsze trwali w Twojej miłości
i zachowywali jedność z naszymi braćmi.
Pozwól nam stawiać opór pokusom i wytrwać w utrapieniach,
a w powodzeniu składać Tobie dzięki."




niedziela, 9 stycznia 2011

Miłość nie jedno ma imię.


O! Miłości! Któż o tobie nie słyszał? Kto ciebie nie szukał?
A kto cię znalazł, czy cię docenił? I czy był ktoś, kto nie wiedział,
czym jesteś, że w ogóle istniejesz, gdzie mieszkasz i ile pasuje do ciebie kluczy?
Czy jesteś pokarmem duszy? Czy jesteś rozkoszą ciała?
Czy jesteś smutkiem, czy radością, pokojem, czy szaleństwem?
Dzięki tobie rodzą się nowi ludzie, ale przez ciebie toczą się wojny...
Czy kto chce cię poznać, musi przejść przez śmierć?
Jesteś przecież, jak śmierć potężna,
wody wielkie nie zdołają ciebie ugasić, nie zatopią cię rzeki.
Panujesz nad wszystkimi, choć cię nie widać,
bo bez ciebie stajemy się żywymi trupami.
A gdy cię znajdziemy, jak cię, miłości, utrzymać?
Nasze serca to gliniane naczynia, pękają, kruszą się.
Nasze serca są z kamienia lub lodu, nie umieją kochać.
Miłość dziecięca - sieroca,
miłość młodzieńcza - niespełniona,
miłość dorosła - zdradzona,
miłość macierzyńska - schorowana,
miłość matczyna - odrzucona,
miłość braterska - podeptana,
miłość dojrzała - niezrozumiana,
miłości własnej - nie było.

Tęsknota jest moją miłością...

Jestem ciągle głodna...


"Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga
ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego
na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość,
że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę
przebłagalną za nasze grzechy.
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował,
to i my winniśmy się wzajemnie miłować." J1 -4,7-11



sobota, 25 grudnia 2010

Czy odnalazłeś już swoją Gwiazdę Betlejemską?


Jaka jesteś Gwiazdo prowadząca współczesnego człowieka?
Czy prowadzisz go do miejsca Narodzenia Pana i Króla?
Czy my w ogóle szukamy ciebie, czy jesteś nam potrzebna?
A może nasze oczy wypatrują już tylko promocji, obniżek, wyprzedaży?
Czerwonych dziadków z białymi brodami i workami prezentów?
Nasze Gwiazdy Betlejemskie gasną i stają się karłami,
nasze roszczenia i wymogi rosną, nadymają się jak balony,
czasem powalają nas odsetkami od kredytów, rozbijają rodziny,
odbierają zdrowie, czas, radość istnienia, miłość, szacunek.
Pogarda dla siebie, pogarda dla świata, pogarda dla Boga.
My nie jesteśmy uśpieni, jak pasterze w tą Świętą Noc,
nie usłyszymy wołającego Anioła, nie usłyszymy śpiewu: "Gloria".
Nasze uszy są zatkane słuchawkami, oczy wpatrzone w ekrany,
a serca, oszalałe, szukają ciszy, szukają spokoju, szukają prawdziwej miłości.
Gdy nie znajdują i przestają szukać, obrastają w pancerze lub kamienieją.

Prosimy Cię, Dobry, Maleńki Jezu, ogrzej ciepłem Twojej obecności
serca Twoich grzesznych, nieszczęśliwych, zagubionych ludzi.
Ukaż im prawdziwą Gwiazdę prowadzącą do Ciebie, do Twojej stajenki.
Niech usłyszą, jak głośno płaczesz, patrząc na ginące owieczki ze "stada nadziei".
Niech dla Twoich wybranych i ukochanych rozbłyśnie światło Prawdy.

Narodziłem się nagi, mówi Bóg,
abyś ty potrafił wyrzekać się samego siebie.
Narodziłem się ubogi,
abyś ty mógł uznać Mnie za jedyne bogactwo.
Narodziłem się w stajni,
abyś ty nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się bezsilny,
abyś ty nigdy się Mnie nie lękał.
Narodziłem się z Miłości,
abyś ty nigdy nie wątpił w moją miłość.
Narodziłem się w nocy, abyś ty uwierzył, iż mogę
rozjaśnić każdą rzeczywistość spowitą ciemnością.
Narodziłem się w ludzkiej postaci, mówi Bóg,
abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą.
Narodziłem się jako człowiek,
abyś ty mógł stać się synem Bożym.
Narodziłem się prześladowany od początku,
abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności.
Narodziłem się w prostocie,
abyś ty nigdy nie był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się w twoim ludzkim życiu, mówi Bóg,
aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca.

piątek, 17 grudnia 2010

Zegar Wszechświata.




Czas - tykający zegar Wszechświata, Ziemi, pokoleń, narodów i ludzi.
Czas - przemian, ewolucji, rewolucji, wojen, natchnień mistyków, epok.
Biegnie, ale czy ucieka?
Nikt go nie goni, nie popędza, nie zatrzymuje.
Przechodzi, przemija, odpływa, prowadzi.
Jest obojętny? Jest nieubłagany?
Do Kogo prowadzi?
Gdzie mieszkasz Wielki Sprawco, Pierwszy Poruszycielu?
Czemu nas wołasz w niezmierzone przestrzenie - Twojego Czasu?
Kto nie poznał Twojej Miłości lub nie wierzy Jej, karmi się lękiem.
Lęk to groźne zwierzę, które odbiera nam radość istnienia,
odbiera nam - "nasz czas."

Dziękuje Ci, mój Stwórco, że obdarzyłeś mnie radością - przemijania,
że nie boję się czasu.
Dany mi czas pozwolił mi dotknąć Tajemnicy Zbawienia.
Zdążyłam!!!
Kiedy przyjdzie mój czas: przeminę, odejdę, uwolnię przestrzeń i pamięć.
Jeżeli mam pewność, że Ty Jezu, wraz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym,
czekacie na mnie z Waszą Wszechogarniającą Miłością, mogę istnieć bez lęku.

Ale jest we mnie czasem ludzki strach, bo boję się:
ciemności cierpienia, grzechu i braku miłości.
Chcę też czasem, po swojemu, ochraniać przed złymi zdarzeniami moich bliskich.
Jeszcze nieraz wyrywam się i chcę załatwić coś według mojego planu.
Zabierz to ode mnie, Panie, przecież mi powiedziałeś :
"Zostaw to Mnie."

Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie,
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Choćbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy. Ps 23,1-6

środa, 15 grudnia 2010

"Ja jestem Pan, i nie ma innego."


"Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko. Niebiosa, wysączcie z góry sprawiedliwość i niech obłoki z deszczem ją wyleją! Niechajże wzejdzie sprawiedliwość. Ja, Pan, jestem tego Stwórcą."
Albowiem tak mówi Pan, Stworzyciel nieba, sam Bóg, który ukształtował i wykończył ziemię, który ją mocno osadził, który nie stworzył jej bezładną, lecz przysposobił na mieszkanie. "Ja jestem Pan i nie ma innego. Czyż nie ja jestem Panem, a nie ma innego boga prócz Mnie? Bóg sprawiedliwy i zbawiający nie istnieje poza Mną. Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić, wszystkie krańce świata, bo Ja jestem Bogiem i nikt inny!" Księga Izajasza.

" Przejmująca jest pokora Boga! Stwórca, który musi udowadniać swoją miłość; Zbawca wywołany do odpowiedzi i dopytywany o sens swoich czynów. Który Bóg miałby jeszcze cierpliwość do dzieci-buntowników? Wciąż zasypujemy Go pytaniami: Dlaczego tak? Gdzie jesteś? Czemu milczysz? Czemu pozostajesz bezczynny? Czemu mi to robisz? Sadzamy swego Stwórcę i Zbawiciela na ławie oskarżonych z powodu naszego słabnącego wzroku duszy i gasnącej miłości. W dniu sądu role się odwrócą: " do Niego przyjdą zawstydzeni wszyscy, którzy się przeciw Niemu zżymali". Panie zmiłuj się nad nami! "

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Czemu czasem moje serce...


Czemu czasem, moje serce czuje się zranione, ogarnia mnie lęk i smutek,
te chyba znane wszystkim, prawdziwie żyjącym, uczucia?
Czemu czasem, nagle, odczuwam tęsknotę, za czymś nieogarnionym, dalekim;
łzy płyną same, nie pytając o zgodę, myśli się kłębią i bolą?
Co byłoby ze mną, Panie, co byłoby ze mną, gdyby nie Ty?
Przywołujesz mnie tak łagodnie, zapraszasz tak słodko,
i mówisz w moim sercu:"Nie bój się, Ja Jestem. Jestem i czekam."
I biegnę do Ciebie, Panie mój i Królu, mój Pocieszycielu, Emmanuelu.
Kiedy jesteś "Bogiem ze mną", kiedy czuję Twoją obecność,
gdzieś w głębi mojej istoty, w moim ukrytym sanktuarium,
wtedy odchodzą ode mnie złe myśli i zwątpienia.
Lekko napominasz mnie, Panie Jezu, i pokazujesz jak wiele już dostałam
i że masz dla mnie jeszcze tak wiele do zaoferowania.
Moje życie pełne jest znaków i cudów, które zrozumiałam po latach.
Dziękuję Ci, Panie, że mogę się dzielić moją wiarą i nadzieją,
że mogę się dzielić z siostrami i braćmi, moją miłością do Ciebie,
Jak wielka to łaska być Twoim posłańcem, Twojej Dobrej Nowiny.
Dziękuję Ci, Panie, że stawiasz na mojej drodze ludzi zagubionych,
którzy jeszcze Cię nie poznali, którzy nie umieją u Ciebie szukać swojej drogi.
Wspieraj ich, Panie darem rozeznania, bo są zagubieni i zrozpaczeni,
pochyl się nad ich słabością i łzami, obroń przed rozpaczą,
tak jak obroniłeś mnie, Twoją niegodną służebnicę.

"Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości."

niedziela, 12 grudnia 2010

Oczy Pana na Chuście z Manopello.





Panie Jezu Chryste, jak cudowna jest Twoja Twarz, jak przenikają nas Twoje Oczy.
Nic nie ukryje się przed Twoim wzrokiem, widać w nim smutek naszego grzechu,
ale przede wszystkim, promieniuje On miłością i łagodnością.
Chwała Ci Panie Jezu, że zechciałeś zostawić nam tak bezcenną pamiątkę!
Nie jesteśmy godni patrzeć w Twoje Oblicze z powodu naszej grzeszności,
ale łagodność Twoja nas ośmiela, a łaska pomaga nam zrozumieć,
że z miłości dla nas umarłeś, dla każdego z nas z osobna,
a żaden nasz grzech nie był przed Tobą ukryty, jeszcze przed Twoją Męką.
Panie Jezu Chryste, przymnóż nam wiary w Świętą Prawdę Twojego Słowa,
abyśmy je czytali, rozważali i zachowywali na Twoją chwałę,
a dla swojego zbawienia, życia w wiecznej szczęśliwości z Tobą.

Wywyższam Cię Panie Jezu za to, że nie musimy jechać aż do dalekich Włoch,
aby oglądać Twoje Oblicze, bo jesteś w Najświętszym Sakramencie,
żywy i prawdziwy, czekający, zawsze stęskniony za każdym z nas.
Dajesz się nam całkowicie, bezbronny, łagodny, ze swoją miłością i przebaczeniem,
jeżeli tylko zaprosimy Cię do naszych serc, umysłów, problemów, chorób i zniewoleń.
Prowadź mnie, Panie, znaną tylko Tobie, drogą i spraw, abym odgadywała Twoje plany.

Modlitwa Błogosławionego Kardynała Newmanna:
Drogi Jezu!
Pomóż nam ukazywać Twoją obecność wszędzie, dokąd idziemy.
Napełnij nasze dusze Twoim duchem i życiem.
Przeniknij i zawładnij nami tak mocno,
aby całe nasze życie promieniowało tylko Tobą.
Świeć przez nas i bądź w nas tak,
aby każda spotkana dusza mogła w nas dostrzec Twoją obecność.
Spraw, by patrząc widziała już nie nas, lecz tylko Ciebie, Jezu.
Zostań z nami, a będziemy promieniować Twoją światłością;
promieniować tak, aby być światłem dla innych.
Światło, o Jezu, będzie całe z Ciebie, nie będzie w nim nic naszego,
to będziesz Ty, jaśniejący poprzez nas.
Obyśmy Cię chwalili tak, jak się Tobie najbardziej podoba,
świecąc wobec tych, którzy są wokoło.
Pozwól nam zwiastować Ciebie bez głoszenia,
nie słowami, lecz przykładem, pociągającą mocą życzliwego działania,
jawną pełnią miłości, która dla Ciebie ożywia nasze serca. Amen.